Pracownia Parasoli – Krystyna Wójcik; ul. Smolki 4

„Wywiad u parasolnika trzeba robić, kiedy słońce świeci. Najlepiej prognozę sprawdzić zanim się przyjdzie”. Nie było łatwo. Deszczowa pogoda ostatnich tygodni, zmusiła do wyciągnięcia parasoli nawet najbardziej zatwardziałych, którzy zarzekają się, że przecież „nie są z cukru”. Parasole w różnym stanie zaczęły napływać do pracowni Pani Krystyny Wójcik przy ulicy Smolki.  Praca trwała nieprzerwanie, a my ukradkiem fotografowaliśmy Panią Krystynę przy pracy, przemycając od czasu do czasu pytania. Nieoceniony okazał się mąż właścicielki, Pan Marian, który swoim pogodnym usposobieniem sprawił, że nasza wizyta przybrała nieco nieformalny charakter.

_DSC5633

Niszowy zawód parasolnika

Pod koniec lat 80-tych w Krakowie działało ok. 12 zakładów naprawiających parasole, co nawet w zestawieniu z współcześnie istniejącymi dwoma takimi miejscami, wydaje się być małą liczbą. Nie podlega wątpliwości, że naprawa parasoli była od zawsze niszowym zajęciem. Pani Krystyna Wójcik podjęła praktyki w zakładzie Władysławy Jagiełło w Nowej Hucie. Tam udało się jej przygotować do egzaminu czeladniczego. Bardzo szybko zdecydowała o otwarciu własnego zakładu, co zresztą było w pełni uzasadnione ogromną popularnością tego typu usług. Dokładnie 1 grudnia 1987 roku przy stromej uliczce Smolki w dzielnicy Podgórze, Krystyna Wójcik otwiera swoją pracownię. Na marginesie trzeba dodać, że miejsce to wryło się w pamięć mieszkańców Krakowa nie tylko ze względu na swoje doskonałe usługi, ale też za sprawą eleganckiego szyldu, nawiązującego estetyką do najlepszych wzorców sprzed lat.

_DSC5547Pierwsze lata swojej działalności wspomina Pani Krystyna jako czas nieustannego ruchu i gwaru. Początkowo pracownia prowadziła również sprzedaż parasoli, a przede wszystkich bardzo pożądanych wówczas mini-parasolek. Jako że trwała bardzo wzmożona wymiana towarów za granicę czeską, to właśnie tu zaopatrywano się w unikatowe parasolki, które z kolei wymieniano najczęściej na pożądane w Polsce czeskie buty i buciki. I tak interes się kręcił, a każdy z kilkunastu parasolników w Krakowie miał ręce pełne roboty, bo jak mawia Pani Krystyna: „To były czasy, kiedy parasol to nie była jednorazówka”.

Co to znaczy „porządny parasol”?

Dochodzimy do nieco bardziej technicznych kwestii. Parasole, o których z największym szacunkiem mówi Pani Krystyna dziś już odchodzą w niepamięć. Do najbardziej trwałych należą tzw. „niemce”, które przywożono z NRD. Jeśli tylko trafiały na dobrego właściciela, to mają szansę z powodzeniem działać do dziś. „Bardzo dobre były też parasole pewexowskiej, kupowane za 2 czy 3 dolary” – opowiada parasolniczka i dodaje, że zdarza jej się jeszcze takie widywać, a ich mechanizmy, choć wymagają drobnej konserwacji, są niemal niezawodne. Choć trudno w to uwierzyć do pracowni trafiają czasami parasole, które mają 40 lat! Tym, na których taka liczba nie robi wrażenia, warto zadać pytanie czy znają kogoś, kto posiada parasol dłużej niż 10 czy choćby 5 lat. Nie podlega bowiem wątpliwości, że stosunek do tego przedmiotu zmienił się radykalnie, o czym będzie jeszcze mowa.

_DSC5392Co takiego wydarzyło się w historii parasolnictwa, że choćby ta krakowska pracownia boryka się z ogromnymi problemami? Budowa parasola jest stosunkowo prosta – na stelażu i metalowych drutach mocuje się za pomocą kolców kaplinę, czyli pokrycie. Mechanizm i stelaż były bardzo stabilną konstrukcją, która zapewniała sztywność parasola, nawet przy bardzo silnych wiatrach. Z kolei kaplina była przed wielu laty wykonywana z materiałów naturalnych, jak jedwab i bawełna. Pod wpływem wilgoci włókna pęczniały tworząc szczelną warstwę. To rozwiązanie, choć najpewniejsze, miało swoje minusy – po pierwsze wysoką cenę, a po drugie, po nasiąknięciu parasol stawał się bardzo ciężki. Dlatego kolejnym etapem była impregnacja tańszego materiału. Przy ogromnym wyborze kolorów i wzorów parasoli, jaki mamy współcześnie, trudno sobie wyobrazić, że jeszcze nie tak dawno kupowano wielką belę materiału, którą w całości poddawano impregnacji i farbowaniu, a tylko wyjątkowo urozmaicono go o wzory kwiatowe czy geometryczne.

Przeciekające parasole

Historie parasolnictwa ze szczególnym sentymentem rozpamiętuje Pan Marian, który mniej chętnie opowiada nam również o budowie dzisiejszych parasoli. Jako że parasol ma być jak najbardziej kompaktowy i lekki, konstrukcję zaczęto wykonywać z cienkich i lekkich metali. Niestety nie sprawdzają się one przy wietrznej pogodzie – często mechanizm wygina się lub łamie, z kolei słabo przyszyta kaplina potrafi oderwać się od stelażu. Jeśli chodzi o materiał pokrycia, to najczęściej stosuje się drobną siatkę natryśniętą dodatkowym materiałem oraz impregnatem. Parasolki takie w ogóle nie chłoną wilgoci. Niestety z czasem materiał się ściera, prześwituje i zaczyna przepuszczać wodę. „Ale tego to już raczej mało kto doczeka” – dodaje Pani Krystyna.

_DSC5570

Naprawa nowych tanich parasoli, które bardzo często wykonano w Chinach, jest prawdziwą zmorą parasolnika. Ale, co istotne, dziś nawet wysoka cena nie gwarantuje dobrej jakości i długowieczności parasola. Producenci często żerują na niewiedzy klientów i dodając np. drewnianą rączkę, podnoszą elegancki wygląd parasola (i cenę), nie wnoszą nic do jakości jego użytkowania.

Teatralne rekwizyty

W czasie 25-ciu lat działania zakładu Pani Krystyna miała nieraz okazję realizować zamówienia wyjątkowe. Najczęściej były to realizacje dla teatrów. Szczególnie zapamiętała parasol szyty dla Beaty Robotyckiej (prawdopodobnie na potrzeby spektaklu Szczęśliwe dni). Innym razem zdarzyło się zlecenie na parasol, w którym w kaplinie miała wyciąć i obszyć okrągłe dziury. Z kolei jedną z pierwszych rocznic śmierci Piotra Skrzyneckiego artyści Piwnicy pod Baranami uczcili uroczystym spływem rzeką w pięknych kostiumach. Dodatkowym rekwizytem były małe, ażurowe parasolki, które uszyła właśnie Pani Krystyna.

Miejsce pracy i życia
Państwo Wójcik już od dłuższego czasu pracują ramię w ramię, a do niedawna towarzyszyła im najwierniejsza przyjaciółka, piesek Nutka. Ściany obwieszone są licznymi zdjęciami pupila, o którym Pani Krystyna mogłaby długo opowiadać.  Z biegiem lat pracownia stała się dla nich drugim domem. Do tego stopnia, że w maleńkim pomieszczeniu znalazło się też miejsce na piec, gdzie Pani Krystyna przyrządza codziennie obiady. Po prawej stronie lady kryje się jeszcze jedno pomieszczenie, które stało się w pewnym sensie rodzinnym magazynem – Pan Marian przechowuje tam m.in. swoje narty, które nie tak dawno temu był zmuszony odstawić na bok. Z ogromnym żalem Wójcikowie mówią o przyszłości pracowni, która to stanęła pod znakiem zapytania. Nowy właściciel kamienicy ma zgoła inne plany na ten lokal i powoli rozpoczyna generalny remont budynku. Pani Krystyna nie planuje przenieść się w inne miejsce, choć chciałaby nadal pracować, póki pozwala jej na to zdrowie. Na tym etapie postanowiła poddać się losowi.

_DSC5577Na zakończenie kilka rad od Pani Krystyny i Pana Mariana. Po pierwsze, laskę w parasolach kompaktowych warto od czasu do czasu posmarować woskiem, żeby zmniejszyć tarcie. Nigdy też nie należy zostawiać mokrego parasola złożonego i spakowanego w futerał lub co gorsza wkładać go do reklamówek. A co za tym idzie – kaplinę należy traktować, jak każdy inny materiał, a zatem nie tylko go suszyć, ale też prać przynajmniej raz na 2/3 lata. Po trzecie, przy mocnym wiatrach najlepiej użyć też drugiej ręki i naciągać w dół parasol za sznureczek służący do wiązania go. I wreszcie po czwarte – naprawiajmy parasole, zwłaszcza jeśli w naszym domu znajdziemy takie wiekowe egzemplarze, z których wartości możemy sobie nawet nie zdawać sprawy. W kontekście niepewnej przyszłości zakładu przy ulicy Smolki, apel ten kieruję zwłaszcza do Was: Drodzy Czytelnicy, naprawiajcie parasole!


Jadwiga Zając
Zdjęcia: Monika Chrabąszcz

Zobacz krótki film o Pracowni Parasoli: 



10 komentarzy

  1. Szanowni

    czy pani sklep jest tez otwarty w sobote ??? bo w ubieglej sobocie drzwi byly otwarte w sobote a na ulotce jest napisane pn-piatek ??

    • Jadwiga Zając wrote:

      Pani Natalio,
      Podejrzewam, że Pani Krystyna pracuję tyle, na ile starcza jej sił i ochoty – może więc od czasu do czasu również w sobotę. Polecam jednak opierać się na ustalonych godzinach otwarcia:)

  2. Jesteśmy zajawkowym zespołem pracującym w branży snowboardowej.
    Poszukujemy równie zajawionych i świezych pomysłów i dotarliśmy tu.Fajnie!

  3. sprawdź wrote:

    Bardzo gorące pozdrowienia i podziękowania za artykuł – super się go czytało

  4. Gorące pozdrowienia i podziękowania za artykuł
    – przyjemnie się go czytało

  5. Zofia wrote:

    Witaj! Kto wie, teraz grafik się nie zmienił? Działa pracownia jak wcześniej? Dziękuję

  6. Zosia wrote:

    Cudnie, że takie miejsca istnieją jeszcze. I że naprawia się stare rzeczy.
    Ale przyznać muszę, że ta Pani dla ludzi zbyt uprzejma nie jest. Przed kamerą beztrosko zjeb*ła paru klientów. Polecam wszystkim filmik 🙂

  7. TomekG wrote:

    Czy można wysłać do naprawy parasolkę kurierem i po naprawie odebrać w taki sam sposób?

  8. Jab wrote:

    naprawa i produkcja parasoli, PARASOLNIK nie ginie dlatego, że nilkt tego nie potrzebuje, czy jest za tanie, tylko dlatego, że poziom usług parasolnika pozostaje na porażająco niskim poziomie! Podejście do Klientów, widać na tym przykłądzie doskonale 🙂

  9. porn wrote:

    Every weekend i used to visit this site, as i wish for
    enjoyment, for the reason that this this web site conations truly fastidious funny stuff too.