Zwykłe Życie nadal niezwykłe

1381377_655215594499552_1328056943_n

To jest bardzo dobry numer. Ciepły, wyważony, ciut sentymentalny – domowy. To właśnie dom jest tematem przewodnim czwartego numeru magazynu „Zwykłe Życie”. Dom w różnych odsłonach, interpretacjach i konfiguracjach. Trochę na marginesie  – minął już rok od kiedy na moim regale zadomawia się „Zwykłe Życie”:) 

P r a c a  d l a  c i e r p l i w y c h

Faworytem jest artykuł Zuzi Kisielewskiej o lutnikach z Ursynowa. W tym zawodzie szczególnie urzeka czas, który należy poświęcić na stworzenie dobrego instrumentu – czas schnięcia drewna, następnie godziny żmudnej pracy rzeźbiarza, czas, kiedy nielakierowany instrument czeka nawet dwa lata i „pracuje”, a wreszcie wykańczanie dzieła. Tu moment pracy jest równie ważny, co oczekiwanie. Swoje małe królestwo Pan Marek, mistrz lutnictwa, dzieli ze swoim synem, który od początku przyuczał do zawodu. I choć początki były trudne, dziś lutnicy dogadują się doskonale, wspólnie też eksplorują nieznane im do tej pory tajniki włoskich mistrzów lutnictwa. 

Ta sztafeta pokoleń przypomina mi nasze spotkanie z Janem Pawlikowskim – w jego pracowni przy Krowoderskiej, a potem w dużym warsztacie w Libertowie, gdzie mogliśmy zobaczyć jak ramie w ramie pracuje z córką, Janiną. Wygląda na to, że w lutnictwie mistrzowie nie muszą daleko szukać uczniów i spadkobierców swojej spuścizny.

D e s k i ,  B e z a ,  d z i e c k o  i  p i e s ,  c z y l i  s t o  p r o c e n t  l o v e  ( t e k s t  A g a t y  N a p i ó r s k i e j )

„Bez kapitału i wsparcia finansowego założyli dwie firmy. On projektuje i robi meble, ona pieczy bezy. On zaczyna zdanie, ona kończy.” Cztery Deski i Bella Beza. I dziecko. Próbowali odnaleźć się w różnych zawodach, by w końcu wybrać pracę, w której przepracowany czas jest co najmniej równy osiąganej satysfakcji. Marta zaczęła doceniać proste, manualne czynności, które wymagają skupienia i pozwalają w pewnym sensie odpocząć. A zadowolone miny klientów na widok pięknej bezy przyozdobionej kolorowymi owocami – to prawdziwa wisienka na torcie. Piotrek „walczy” z materią: „W oczach mam pył, odciski na rękach, zadraśnięcia od dłuta, ale kocham te namacalne efekty pracy.”

zz_nr04_8

F r y z j e r z y

Mart Mach doprowadziała do międzypokoleniowego spotkania – do długoistniejących zakładów fryzjerskich zaprosiła młodych, ale już doświadczonych fryzjerów. Cztery historie, dwie perspektywy. Weterani tego zawodu, Pan Konstatnty i Pan Jerzy, mówią o schyłku branży fryzjerskiej, narzekają na brak klientów i z rozrzewieniem wspominają „tamte czasy”. Piotr i Michał nie dostrzegają tych problemów – są zbyt zajęci pracą. Poznając ich historie i relacje z codziennych zajęć, trudno uwierzyć w fatalistyczną wizję snutą przez ich poprzedników. Wypełnione po brzegi grafiki pracy zawdzięczają przede wszystkim poczcie pantoflowej – po raz kolejny można się przekonać, że dobra praca broni się sama.

zz_nr04_12

 

P o n a d t o  w  n u m e r z e :

Szcególnie cieszy nas tekst o Świdermajerach w podwarszawskim Otwocku . Ta niezwykła, monumentalna i misterna architektura drewniana przyciągała nad Świder tłumy weekendowych letników, prawdziwą śmietankę towarzyską Warszawy. Te czasy niestety minęły i dziś spośród blisko 600 budynków pozostała zaledwie garstka. Obecnie bardzo mocno nasiliły się inicjatywy, które stawiają sobie za cel ponowne udomowienie tej zdegradowanej przestrzeni – zarówno jeśli chodzi o samą architekturę, jak i o rzekę i plażę. W tym miejscu specjalne, koleżeńskie ukłony dla inicjatywy „Chodź nad Świder”. Dziewczyny stawiając sobie za cel odzyskanie Świdra i przywrócenie dawnego, towarzyskiego charakteru tego miejsca, zorganizowały między innymi huczną majówkę, podczas której można było pograć w siatkę, we frisbee i gry planszowe, opalać się, palić ognisko, jeść smakołyki, pić lemoniadę. I jak tu nie iść nad Świder:)

Wracając, przede wszystkim domy – na wodzie, w lesie, w środku Warszawy. A w nich – współlokatorzy, biurka, krzesła, półki z książkami, kanapki, domowe kosmetyki i sąsiedzi (jasna sprawa). Na wielu z nas przez oszklone drzwiczki kredensów spogląda niebieskooka ceramika z Bolesławca. O twórcach i kontynuatorach tej rodzimej legendy przeczytać można w artykule „Ceramiczne zagłębie”. Zresztą czytania co niemiara – ten skromny przegląd to maleńki wycinek z bogatej całości. W numerze nad ilustracjami przeważa tym razem świetna fotografia. I to jest bardzo dobre, choć poprzednie wydanie zaostrzyło mój apetyt na intrygującą grafikę:)

I wreszcie – serdeczne podziękowania dla szanownej redaktorki, Agaty Napiórskiej, za dostawę (prawie) do domu:)

Jadwiga Zając

Zwykłe Życie można kupić w Krakowie w Księgarni pod Globusem, ul. Długa  1 oraz w MOCAK Bookstore lub zamówić na stronie magazynu.



Możliwość komentowania jest wyłączona.