„Zosia” Zakład Fryzjerski – Halina Dauksz, ul. św. Marka 25

Czasy świetności ulicy Szpitalnej począwszy od lat powojennych aż po kres lat 80-tych, przyczyniły się w równym stopniu do rozwoju handlu i usług na ulicach przecinających ją, takich jak ul. św. Marka i  św. Tomasza. Dziś są to niemal zapomniane zakątki. Przykładem jest krótki odcinek ulicy św. Marka, pomiędzy Szpitalną a Świętego Krzyża – to tu w maleńkim lokalu od ponad 70 lat świadczy się usługi fryzjerskie.


Wierna tradycji

Dziedzictwo po wieloletnim męskim zakładzie fryzjerskim, który działał tu do 1978 roku, przejęła Pani Halina Dauksz. Z jej wspomnień wyłania się dość osobliwy obraz: „To była rudera, tu nic nie było. Na środku stał piec na węgiel, tam się grzało żelazka (…) przez środek parawan dzielił na część męską i damską, tam stał kran i tam się włosy myło. Z tamtych czasów zostało tylko żelazko – do niedawna jeszcze dziewczyny musiały na egzaminie zdawać”. Jedno z takich żelazek wciąż leży w szufladzie u Pani Haliny jako pamiątka (na zdj. obok fryzjerki prezentują nam jak ich używano).

Trzydzieści, czterdzieści lat temu młode kobiety na własną rękę szukały sposobów kręcenia loków i utrwalania fryzury. Pani Halina wspomina klientkę, która przychodziła do niej z własnym piwem, na którym kręcono loki. Oficjalnymi utrwalaczami były tu wówczas siemię lniane i „loton”, ale do dziś dnia zdarza się, że klientki przychodzą z cytrynami, a Pani Halina zgadza się na te naturalne metody.


Po bilety i do fryzjera

Lata 80-te i 90-te były dla zakładu czasem świetności. Przychodzili tu okoliczni mieszkańcy, ale też wiele osób, które właśnie w tej okolicy robiły zakupy – a sklepów było tu wówczas bardzo dużo. Pani Halina musiała zatrudniać kolejne pracownice, poza tym – przyjmowała młode dziewczyny na praktyki (do dziś przeszkoliła ich ponad 60). Dzięki temu nigdy nie wprowadziła zasady wcześniejszej rezerwacji. Było to ogromnym plusem zakładu, który zyskiwał coraz większą popularność wśród pań pracujących w okolicy – prawniczek, sędzin, kobiet biznesu, aktorek z okolicznych teatrów. Z uśmiechem wspomina Pani Halina czasy, gdy w niedalekim sąsiedztwie znajdował się punkt sprzedaży Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego S.A. w Krakowie. Znane do dziś niekończące się kolejki po bilety okresowe ciągnęły się wzdłuż ulicy Marka. Zniecierpliwieni klienci bardzo często „wyskakiwali” na szybką wizytę właśnie do zakładu fryzjerskiego „Zosia”, by po kilkunastu minutach wrócić do kolejki z zupełnie nową fryzurą.


Przekleństwo krakowskiego centrum?

Zakład fryzjerski „Zosia” boryka się obecnie z problemami dwojakiej natury. Po pierwsze, lokalizacja nie sprzyja szybkim i krótkim wizytom. W okolicy brak miejsc parkingowych, a sama ulica jest coraz rzadziej uczęszczana ze względu na coraz mniejszą ilość punktów usługowo-handlowych. Po drugie, Zarząd Budynków Komunalnych już czterokrotnie podnosił czynsz za lokal. Pani Halinie udało się wynegocjować mniejszą „podwyżkę”, ale nie ma złudzeń co do tego, że może być jeszcze gorzej. Dodaje ze smutkiem, że niewiele dzieli ją od dopłacania do interesu.


Meandry edukacji zawodowej

W zakładzie przy ulicy Marka wyszkoliło się wiele młodych dziewczyn, które dziś prowadzą własne zakłady – w Polsce, ale i zagranicą. Pani Halina od zawsze dbała, by jej uczennice rozwijały się, kończyły dodatkowe kursy, brały udział w konkursach. Z lekkim żalem wspomina, że przed laty jej szefowa mieszała farby w ukryciu przed uczennicami. Dlatego ona ze swojej wiedzy nie czyni tajemnicy.

Droga edukacji do zawodu fryzjerki czy fryzjera została znacznie uproszczona. Nauka w szkołach zawodowych trwa tylko 3 lata, a coraz częściej spotyka się ekspresowe kilkumiesięczne kursy fryzjerskie. Coraz więcej młodych osób otwiera zakłady fryzjerskie nie mając żadnego doświadczenia w zawodzie. Pani Halina zauważa, że niechlubny udział w tym procesie mają fundusze unijne na rozpoczęcie własnej działalności. Młode osoby na potrzeby sytuacji przechodzą krótkie kursy przystosowawcze, otwierają zakłady i szybko przekonują się, że prowadzenie własnej firmy nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Miejsca takie najczęściej przetrwają rok, może dwa. Zachwianie równowagi na rynku jest jednak długotrwałe.

Przykład zakładu fryzjerskiego na ulicy Marka doskonale odzwierciedla zmiany zachodzące w sytuacji małych punktów usługowych. Nie tylko zmieniła i uprościła się ścieżka, jaką przejść muszą przyszli adepci tradycyjnych zawodów,  ale również zmieniło się zapotrzebowanie klienteli. Dziś bardzo łatwo uzyskać uprawnienia zawodowe, co znacznie obniża jakość świadczonych usług oraz upowszechnia ich dostępność, co za tym idzie zwiększa również konkurencję. Niestety bardzo często o powodzeniu decyduje dobra lokalizacja i reklama. Reklama, która dziś trafia do nas na różne sposoby, dawniej opierała się na rzetelności usług  i uznaniu klientów. Dziś, niestety, i te kryteria znacznie się zmieniły.

Jadwiga Zając

Zdjęcia: Monika Chrabąszcz

Zobacz to miejsce na mapie Dobrych Cech



One Comment

  1. Danuta wrote:

    w zupelnosci sie zgadzam z opinia osoby Pani Zajac. Uslugi w zakladzie fryzjerskim Zosia sa wykonywane na bardzo wysokim poziomie. Kiedykolwiek mam okazje byc w Krakowie zawsze z cala przyjemnoscia odwiedzam ten zakla i zawsze wychodze z niego w pelni zadowolona z otrzymanych usug. Polecam wszytkim a Pani Haline skladam gratulacje i podziekowania.