Zakład Zegarmistrzowski „T. i W. Strojny” – Andrzej Dzierwa; ul. Sławkowska 2

Rok 1941Praca zegarmistrza to nie tylko wymiana baterii, pasków i teleskopów. Konieczne są podstawy metalurgii, stolarstwa, ślusarstwa, materiałoznawstwa. Od kilku dekad również i elektroniki – wielu rzemieślników nie podołało tej zmiana technologicznej. Niezwykłej precyzji ruchów musi towarzyszyć dbałość o higienę pracy i sterylność warsztatu. W pracowni przy ulicy Sławkowskiej 2 pod szyldem firmy „Strojny” tradycyjny zawód wykonuje się z zachowaniem wszystkich nowoczesnych rozwiązań i wydaje się, że tu o przyszłość zawodu nikt nie powinien się martwić.

Tradycje zegarmistrzowskie zapoczątkował w rodzinie Bogdan Strojny. Od decyzji o wyborze właśnie tego zawodu minęło już niemal 90 lat! Naukę utrudniał z pewnością brak jakichkolwiek książek, które mogłyby pomóc w uporządkowaniu tej jakże obszernej wiedzy. Dlatego w 1938 roku Bogdan Strojny wydaje tom „Zarys nauki o zegarze”, który stał się podręcznikiem dla wielu pokoleń młodych zegarmistrzów.

Wybuch wojny zmusza zegarmistrza do opuszczenia rodzinnego Poznania. To właśnie w Krakowie udaje się rozpocząć nowe życie. Umiejętności Pana Strojnego pozwalają mu szybko znaleźć pracę w zakładzie Bojarskiego, a już dwa lata później otworzyć własną działalność przy ulicy Sławkowskiej 4. Maleńki lokal (8,5 metra kwadratowego) ulokowany był dość ryzykownie – vis-à-vis znajdowała się siedziba bardzo znanego w Krakowie sklepu Jubilersko-Zegarmistrzowskiego Pana Cyjankiewicza. To śmiałe posunięcie podbudowane było jednak silną wiarą we własne możliwości, a także przekonaniem o zapotrzebowaniu na takie właśnie usługi. Stopniowo rosło grono wiernych klientów, których dobra opinia stanowiła najlepszą reklamę. Niestety działalność handlowa, którą równocześnie prowadzono, była nie do zaakceptowania przez władze komunistyczne. Tak doszło do zarekwirowania całego asortymentu przez urzędników i milicję. Marzenie o sklepie jubilersko-zegarmistrzowskim udało się zrealizować synowi Pana Strojnego dopiero wiele lat później, w latach 90-tych, ale do tego jeszcze wrócimy.

Lata 50-te to dla Bogdana Strojnego czas trudnych zmagań z systemem politycznym, który na różne sposoby utrudniał mu życie. W 1958 roku zegarmistrz umiera przedwcześnie, pozostawiając dwóch synów, 10-letniego Wojciecha i 14-letniego Andrzeja. Czesława Strojny, która determinacją dorównywała swojemu zmarłemu mężowi, postanawia za wszelką cenę utrzymać zakład. Uczy się zawodu, zdobywa uprawnienia i prowadzi firmę na tzw. „prawach wdowieństwa”.

Pani Czesława nigdy nie namawiała synów do podjęcia nauki w kierunku zegarmistrzostwa. Andrzej Strojny ukończył medycynę i został lekarzem. Młodszy syn, Wojciech po studiach na Politechnice Krakowskiej pracował jako inżynier. Miłość do zegarów, którą zasiał w synach Bogdan Strojny, trafiła na szczególnie podatny grunt w przypadku Pana Wojciecha. Na początku lat 80-tych zdecydował on, że walka z przeznaczeniem nie ma większego sensu i w 1983 zdał egzamin czeladniczy w zawodzie zegarmistrzowskim.

Z czasem to właśnie on zaczął prowadzić zakład, snując plany o rozwoju sklepu. Wszelkie remonty budziły póki co podejrzenia o nielegalną działalność handlową. Zmiany nadeszły więc w roku 1989, choć i wtedy, po pierwszej euforii, zapał Pana Wojciech został mocno ostudzony. Po 49 latach zakład musiał w trybie trzymiesięcznym opuścić lokal przy Sławkowskiej 4. Pomimo narastającej frustracji Panu Wojciechowi udało się zdobyć miejsce w sąsiedniej kamienicy. Dziś właśnie tu znajduje się punkt serwisowy, a firma rozwija się dalej –  przy Sławkowskiej 10 otworzono salon z biżuterią i ekskluzywnymi zegarkami renomowanych szwajcarskich marek, a od 2006 roku podobny sklep działa w Galerii Krakowskiej.

_DSC5878

Człowiek z elektrycznym zapleczem

O tajnikach pracy rzemieślnika, o korzyściach, jakie daje techniczne wykształcenie, o reżimie technologicznym, jak i na wszlekie poboczne tematy – rozmawiamy z Andrzejem Dzierwą, jednym z trzech zatrudnionych w serwisie zegarmistrzów:

Moje życie zawodowe na stałe związałem z zakładem Pana Strojnego stosunkowo późno. Przez lata prowadziłem swój własny zakład – najpierw w Nowej Hucie, potem przy Karmelickiej. Znaliśmy się z Wojciech jeszcze z czasów przynależności do Cechu i wreszcie pod koniec lat 90-tych dałem się namówić na pracę tutaj. Powiem szczerze, że nie żałuję – nigdzie indziej nie nauczyłbym się tak wiele jak tutaj.

Pan Andrzej Dzierwa mówi o sobie, że jest nietypowym zegarmistrzem – inżynier elektryk z wykształcenia, zegarmistrz-samouk z zamiłowania. Po 13 latach pracy na uczelni zainteresowanie zegarkami wygrało i Pan Andrzej postanowił samodzielnie przygotować się do egzaminu czeladniczego.

Techniczne wykształcenie daje mi bardzo dużo. Taki prosty przykład – montowanie baterii. Większość zegarmistrzów po prostu wkłada palcami baterię do zegarka i po zabawie. Nie są nawet świadomi tego, że bezpośredni kontakt z ciałem może zabrać nawet 20 procent pojemności takiej baterii! Nie mówiąc o tym, że kwas, który każdy ma w pocie, pozostając w zegarku może spowodować elektrolizę i stopniowe niszczenie mechanizmu. To są niby drobiazgi, ale jakże istotne. Zawsze twierdzę: moje działania muszą być świadome, a nie przypadkowe.

_DSC6093

Życiorys Pana Andrzeja pełen jest takich historii. W latach 80-tych, kiedy elektronika powoli dominowała w budowie zegarków, pojawiły się masowo radzieckie zegarki „Slava”, które łączyły mechanikę z elektroniką. Mało kto potrafił poradzić sobie z naprawą takich zegarków. Najczęściej wymieniano cały blok elektroniki, co było bardzo kosztowne. A można było inaczej: „Ja wymieniałem kondensator za dwa złote – najlepiej na polski, bo radzieckie były straszne”. Zmiana technologiczna była dla większości starych rzemieślników po szkołach zawodowych bardzo trudna do nadgonienia, choć większość czyniła w tym kierunku usilne starania. Jak podkreśla Pan Andrzej nie to było jednak najgorsze – ceny zegarków elektronicznych były tak niskie, że nikomu nie opłacało się ich naprawiać. Nawet on, pomimo doskonałego przygotowania, musiał pogodzić się z faktem, że naprawa zegarków staje się zajęciem niszowym.

Na szczęście praca w firmie „TiW Strojny” dała Panu Andrzejowi szansę rozwoju, o jakim mógł tylko marzyć. Kontakty Pana Strojnego oraz warunki, na jakich funkcjonują dziś profesjonalne serwisy markowych zegarków zagranicznych, umożliwiły liczne wyjazdy na szkolenia i kursy.

O tu Pani widzi: ile tych certyfikatów, tyle szkoleń. A segregatory, które tu trzymam to jest teraz dla mnie rzecz absolutnie niezbędna. Przede wszystkim specjalistyczna wiedza od producentów – nigdzie indziej przecież niedostępna. To są co najmniej drugie studia wyższe. I tak mogę naprawiać zegarki z bardzo wysokiej półki. Te z najwyższej trafiają tylko do kilku speców w Szwajcarii.

_DSC6003

Na warsztat Pana Andrzeja składają się m.in. szczypce podwójne, nóż zegarmistrzowski, wiele rodzajów ściągaczy do wskazówek, kluczy, pęset, wkrętaków i rozwiertaków. Na okularach zamontowana jest lupa zegarmistrzowska – nieodłączna w tej jakże precyzyjnej pracy. Zegarek rozbiera się do najmniejszej części i układa w tzw. koszyczku. Tak przygotowany zostaje poddany trzem kąpielom, wirowaniu, suszeniu i dopiero wtedy przy zachowaniu maksymalnej sterylności można powoli montować go na nowo, ewentualnie naprawiać lub wymieniać jakąś część. Niezbędne są różne rodzaje oliwy, których w zasięgu wzroku mamy aż dziewięć.

Powiem coś może kontrowersyjnego: zegarmistrze mogą zrobić zegarkom bardzo dużą krzywdę, jeśli nie stosują się do przepisów producenta. Proszę mi wierzyć, że w większości zakładów używa się do wszystkiego jednego rodzaju oliwy i nikomu do głowy nie przyjdzie, że to może być coś złego. Proszę spojrzeć na te instrukcje – bardzo precyzyjne rozpisano tu gdzie, ile i jakiej oliwy użyć. Nie stosować się do tego, to jakby zignorować cały wysiłek twórców.

Nowości nie są dla Pana Andrzeja przedmiotem obawy. Przeciwnie, podchodzi do nich ze zdwojoną energią. Przyznaje też, że choć docenia walor dekoracyjny zegarków, interesuje go przede wszystkim mechanizm. W swoim zawodzie wciąż szuka wyzwań, z którymi mógłby się zmierzyć. Żartuje często: „Naprawiam wszystko z wyjątkiem zegarów wieżowych, ale tylko dlatego, że nie mam wysokiej drabiny”.

Jadwiga Zając

Zdjęcia: Monika Chrabąszcz

Strona internetowa firmy: http://www.zegarki.krakow.pl/
Historia firmy opowiedziana przez Wojciecha Strojnego: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=W2k1tNztrVI