Zakład Usług Perukarskich – Barbara Żmuda i Dorota Boruta; ul. Długa 14

Wysoko, na półkach pod sufitem stoją drewniane głowy perukarskie. Wyglądają nieco nierealnie – pozbawione rysów twarzy, tylko nieliczne mają zarysowane oczodoły i nos. Bogata kolekcja to efekt 45 lat pracy w zawodzie Pani Barbary Żmudy.

W tej swoistej galerii trofeów wyróżnia się tylko jedna głowa, o mocno zarysowanych rysach twarzy. Ta jednak nie stoi bezczynnie na półkach. Na niej właśnie pracuje perukarka Dorota Boruta, córka kierowniczki zakładu przy ulicy Długiej. W czasie rozmowy z nami Pani Dorota nie przerywa pracy, jej ręce bez ustanku wykonują szybkie i precyzyjne ruchy szydełkiem.

Zdrowie i szyk

Wiele zmieniło się w technice wykonywania peruk. Zmieniły się też przyczyny ich noszenia. Przez wiele wieków perukarstwo nie było osobnym rzemiosłem – peruki wykonywali przede wszystkim fryzjerzy. Pierwotnie ich użycie uzasadniano przede wszystkim względami higienicznymi. Szybko jednak upodobały sobie peruki osoby zamożne i wkrótce ich posiadanie stało się symbolem prestiżu – do pierwszych fanek takiej ozdoby zalicza się Kleopatrę. W sposób szczególny moda ta wróciła we Francji w XVI wieku. W samym Paryżu pracowało wówczas 600 perukarzy i jasne stało się, że stanowią oni całkowicie niezależną grupę zawodową. Kolejne wieki ugruntowały modę na peruki na dworach angielskich i francuskich (szczególny udział miał w tym Ludwik XIV, a później – Maria Antonina).  W XIX wieku zaczęto używać włosia z tworzywa sztucznego oraz mikroskórę, w którą wtapia się włosy.

Między masłem a margaryną

W zakładzie perukarskim przy ulicy Długiej nie używa się syntetycznych włosów ani mikroskóry. Miejsce to słynie z doskonałych peruk naturalnych wyplatanych szydełkiem. Pani Dorota mówi, że wybór między włosami naturalnymi a syntetycznymi jest porównywalny do dylematu: masło czy margaryna. I to w kwestii jakości, a także ceny. Peruki naturalne są kilkakrotnie droższe od syntetycznych. Ale Pani Dorota nie narzeka na brak klientów – przyjeżdżają do nich z całej Polski, a stałym klientom wysyła się nawet peruki pocztą.

Od wyboru do odbioru

Klientki, bo to one stanowią większość klienteli, przychodzą najczęściej z własnym pomysłem na perukę. Przynoszą swoje zdjęcia sprzed lat albo wybierają nowe fryzury w katalogach. Pani Dorota potwierdza, że najczęstszymi klientkami są osoby chore. Starają się one zatuszować łysienie, dlatego peruki mają być naturalne i dyskretne. W pudłach spoczywają włosy o przeróżnych kolorach i długości. Wspólnie z klientką dobiera się wszystkie parametry, a wreszcie mierzy się głowę. Tych 6 miar oraz wytyczne o kolorze i fryzurze to wszystko z czym pozostaje perukarka. Uszycie idealnie pasującej do głowy czapeczki z tiulu i gazy młyńskiej trwa półtora dnia. Następnie zaczyna się tkanie i po kilku dniach perukę można strzyc i modelować do wybranej fryzury. Moment, kiedy klientki przychodzą odebrać gotowe peruki jest dla Pani Doroty najcenniejszy, a ich zadowolenie jest prawdziwą nagrodą za trud.

W pracy perukarki nieodzowne jest szydełko perukarskie, które jest niczym przedłużenie ręki. Do rozczesywania włosów służy czesadło przymocowane do stołu oraz kartacz perukarski. Drewniane głowy o odpowiedniej miękkości, by można było w nie wbijać szpilki, umocowane są podczas pracy na specjalnych stojakach. Poza tym w pracowni wiele jest atrybutów fryzjerskich, tj. lustra, grzebienie, nożyczki, lakiery, suszarki…

Kiedy zawód wybiera człowieka

„Przyszłam tu po maturze. Najpierw na praktykę do mamy i równocześnie na kurs fryzjerstwa. Zdałam też perukarstwo. Nie ma cechu perukarzy, więc jestem fryzjerka. Jakbym wiedziała od razu, że będę perukarką to bym poszła do szkoły fryzjerskiej, a potem uczyła się w zawodzie. Ale ja nie chciałam, bo widziałam ile to mamę kosztuję. A życie inaczej się poukładało. Dziś perukarstwa za nic bym nie zamieniła” – opowiada Pani Dorota.

Zaczęło się jednak od Barbary Żmudy, która blisko 50 lat temu zatrudniła się Teatrze Starym jako fryzjerka. Tam, niejako przy okazji, nauczyła się drugiego zawodu. Kilka lat później powstała Spółdzielnia „Fala”, gdzie obok siebie otwarto duże salony fryzjerskie i perukarskie. To tu udało się Pani Barbarze zdobyć swoje najbardziej lojalne klientki, które po zamknięciu spółdzielnie nadal chciały zamawiać peruki właśnie u niej. Zakład przy ulicy Długiej otworzono w 1990 roku. Wówczas do zawodu przyuczała się już Pani Dorota i do dziś wspólnie udaje im się kontynuować działalność.

Bazują na stałych klientach, na nowych można liczyć coraz rzadziej. Pani Dorota mówi, że ten zawód się wykrusza – zwłaszcza „dla ludzi”. Pracownie perukarskie będą istnieć jeszcze długo, ale przy teatrach, operach. Zaczyna brakować zakładów, jak ten właśnie – skierowanych na człowieka, który decyduje się na usługi perukarskie z potrzeby i konieczności, nie zaś zachcianki. Równocześnie należy pamiętać, że to bardzo trudny i wymagający zawód, z pewnością nie dla każdego.

Jadwiga Zając

Zdjęcia: Monika Chrabąszcz

Strona internetowa Zakładu Usług Perukarskich 



One Comment

  1. Słowianin wrote:

    Zakład Usług Perukarskich – Barbara Żmuda i Dorota Boruta od wielu lat współpracuje z akademickim Zespołem Pieśni i Tańca UJ Słowianki, warkocze, które używają artystki zespołu na scenie tworzone są właśnie w tej pracowni. Czy piękne warkocze u zespołowych słowianek nie są najlepszą reklamą tego cechu…:)