Zakład Tapicerski i Firma Brokat – Marek Wenzel, Halina Furmanik-Wenzel, Łukasz Wenzel; ul. Bracka 9

W tej rodzinie zawód tapicera ma się we krwi. Najłatwiej zależności między rodziną Wenzlów i Furmaników wyjaśniłoby małe drzewo genealogiczne, ale postaram się Wam to jakoś nakreślić. Punkt wyjścia niech stanowi małżeństwo Haliny Furmanik i Marka Wenzla. Wuj Pana Marka, Franciszek Wenzel był mistrzem rzemiosła i właśnie u niego bronił sztuki mistrzowskiej młody adept tapicerstwa, Józef Furmanik. Tenże Józef Furmanik w 1948 roku zakłada pracownię tapicerską przy ulicy Brackiej 9. Marek Wenzel, bratanek Franciszka, związał się z córka Józefa Furmanika, Haliną. U swojego teścia uczył się zawodu, od niego również otrzymał uprawnienia czeladnicze, a po jego śmierci od ponad 20 lat kontynuuje działalność zakładu. Sagę rodzinną wieńczy Łukasz, który opowiada nam o swojej rodzinie i o zawodzie, który pokochał, choć nikt go do tego nie zmuszał.

józef furmanik 001

K r a k o w s k i  s a l o n  n a  w a r s z t a c i e

Pan Józef Furmanik przeszedł wszystkie etapy edukacji rzemieślniczej i bardzo szybko zyskał uznanie w środowisku cechowym. Wkrótce objął stanowisko starszego cechu, z czasem został też biegłym sądowym, pod jego okiem wyszkoliło się około 20 uczniów. Pokaźnych rozmiarów  warsztat przy ulicy Brackiej 9 do dziś wspomina się w rodzinie z rozrzewnieniem.

„Pamiętam bardzo dobrze, jak inaczej niż wszelkie współczesne warsztaty wyglądał zakład dziadka na rogu Brackiej i Gołębiej. Tam było mnóstwo gratów, meble stały jedne na drugich, ciągle coś się działo. Zupełnie inaczej podchodziło się do estetyki takiego warsztatu. Pierwsze pomieszczenie, do którego miał dostęp klient, to była jeszcze pracownia, ale już też salon. Ściany były wyłożone materiałem, wisiało tam 12 pięknych rycin przedstawiających budowę mebli i zawód tapicera. I w tym salonie i biurze zarazem dziadek miał ustawione przy oknie kobyłki, na których wykańczał meble. To było bardzo przemyślane – na zapleczu działy się rzeczy najcięższe, jak stolarka czy naciąganie sprężyn, a im bliżej klienta tym mebel był ładniejszy, niemal skończony.”

To jeszcze nie koniec w temacie niezwykłego salonu. Pod sufitem podwieszona była antresola, na której prezentowano piękny komplet mebli eklektycznych, obitych czerwonym płótnem: „To była taka niby witryna wystawowa, tylko że jak ja dziś o tym myślę, to dokładnie na wysokości wzroku były podbicia tych mebli, czyli zwykły, biały materiał. To nie mogła być nasza najlepsza reklama.” Najwyraźniej jednak nie była ona wcale aż tak potrzebna, bo w tamtych czasach kolejki były ogromne, do tego stopnia, że Pan Furmanik nie przyjmował wszystkich zamówień. Praca trwała na okrągło, a wieczorami schodzili się tutaj przyjaciele rodziny i stali klienci, czyli śmietanka towarzyska Krakowa. „Niestety nie zachowały się zdjęcia, ale tych opowieści jest całe mnóstwo, łącznie z tym, że ponoć przynoszono im tutaj pieczonego bażanta z Wierzynka” – opowiada Łukasz.

_DSC0666

H a l i n a  i  M a r e k

Dziś nie ma już zakładu tapicerskiego pod tym adresem. Z 12 rycin pozostały zaledwie 3. Kilka lat temu Łukasz postanowił przywrócić im dawny blask i oddał je do restauracji papieru. Dziś wiszą w domu rodzinnym Wenzlów. Sam warsztat w latach 90-tych również zmienił swoją lokalizację i znajduje się w Bronowicach. W małym lokalu przy ulicy Brackiej 9 działa firma Brokat, prowadzona przez Panią Halinę Furmanik-Wenzel, mamę Łukasza. Tutaj, w niezwykłym otoczeniu sklepu z materiałami tapicerskimi, rękodziełem, wyrobami patchworkowymi, witrażami i ceramiką, oficjalnie nadal przyjmuje się klientów na usługi tapicerskie. W praktyce najczęściej odwiedza się ich w domu i tam dokonuje wstępnej oceny stanu mebli i wyceny pracy.

T r u d n a  s z k o ł a  z a w o d u

Pan Marek Wenzel o swojej pracy mógłby mówić godzinami, przytaczać coraz to nowsze anegdoty: „Na ponad dwie dekady mojej pracy składa się całe mnóstwo ciekawych sytuacji – od całkiem niedorzecznych do naprawdę miłych.” Opowiada o najważniejszych realizacjach, zarówno dla osób prywatnych, jak i instytucji: Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Kurii Krakowskiej, dla której wykonywane były trony papieskie w 1999 roku. Najlepszą reklamą jest praca, a takie duże zlecenia przysparzają bardzo dużego zainteresowania. Ogromna część zamówień spływa od stałych klientów, wśród których, wyróżniają się właściciele mebli restaurowanych jeszcze przez Józefa Furmanika.

O swoich początkach w zawodzie tapicera Pan Marek mówi niewiele, ale z opowieści Łukasza i Pani Haliny, wiemy, że nauka u swojego teścia, to były długie lata trudnej edukacji. „Dziadek, Józef Furmanik, był wymagającym nauczycielem dla taty, w niczym nie szedł mu na rękę, czasami też specjalnie czegoś nie pokazywał. Tata bardzo długo był uczniem i dopiero po kilku latach zdobył dyplom mistrzowski. Dziadek chciał mu chyba pokazać, że nie odziedziczy jego ukochanego zakładu tak łatwo, że przejmuje też odpowiedzialność za klientów.” Z tego zadania, jak się wydaje, Pan Marek wywiązuje się doskonale.

R ę c e  –  w a r s z t a t  t a p i c e r a

„M_DSC0665oje narzędzia to przede wszystkim moje ręce” – na dłoniach Pana Marka widać ślady od naciągania sprężyn. To najtrudniejszy, najbardziej „siłowy” moment w obijaniu mebli. W warsztacie tapicera zmieniło się bardzo niewiele –pojawił się pistolet na zszywki, maszyna do szycia i owerlok. W dużym uproszczeniu naprawa mebla wygląda następująco:

Po wizycie u klienta i wycenie zlecenia mebel trafia na warsztat. Rozłożeniem go na części zajmuje się zazwyczaj Łukasz. Czasami szkielet trzeba na nowo posklejać, założyć ściski i zostawić mebel aż do całkowitego wyschnięcia. Następnie zakłada się pasy parciane. Naciąganie pasów to dopiero wprawka przed wszywaniem i ściskaniem sprężyn. Im lepiej wykonane są te dwie warstwy, tym twardszy i wygodniejszy zarazem jest mebel, a dodatkowo – tym dłużej będzie służył użytkownikom. Na tę precyzyjną plątaninę kładzie się kolejno: jutę, trawę morską, jutę, kokos, końskie włosie lub trawę morską. Tak przegotowane mebel obszywa się białą tkaniną i na to kładzie się zewnętrzny materiał obiciowy. Niestety końskie włosie jest niezwykle drogie i wielu rezygnuje z tego rozwiązania.

I n w e s t y c j a  n a  ż y c i e

Kwestia ceny jest zresztą osobnym, obszernym tematem. „To nie jest tanie i nigdy tańsze nie będzie” – mówi Łukasz. Zwłaszcza, jak to ma miejsce w tym przypadku, gdy usługi są wykonywane zgodnie ze sztuką tapicerską z dawnych lat, a ceny tradycyjnych materiałów podniosły się nawet o 70%. Klienci są przeróżni, ale co ciekawe zdarza się, że najbardziej majętni chcą płacić najmniej. „Z drugiej strony są też tacy klienci, którzy ostatnie pieniądze oddaliby na renowację ulubionego mebla. Mają np. taki jeden fotel, widać że kiedyś służył w jakimś wielkim pałacu, dworze czy apartamencie, a teraz jest jedynym takim meblem w maleńkim mieszkaniu w bloku. Cena na początku ich przeraża, ale nie chcą tańszych rozwiązań i decydują się, choćby mieli płacić na raty.”

_DSC1166

Pan Marek nie narzeka na zamówienia. Jak w każdej branży są martwe sezony, ale zawsze na wiosnę, kiedy mocniej przyświeci słońce, klienci biją drzwiami i oknami. Pracy jest co niemiara, choć w warsztacie pomagają mu obaj synowie. „Mamy też takich cichych wspólników, którzy przysparzają nam zleceń – to koty, które wprost uwielbiają rasową tapicerkę” – śmieje się Pan Marek.

C i ą g l e  c h c ę  w i ę c e j

O materiałach tapicerskich najwięcej dowiadujemy się od Pani Haliny Furmanik-Wenzel, która godzinami mogłaby opowiadać o ich odcieniach, wzorach, rodzajach. Godzinami można jej również słuchać, o czym najlepiej świadczy tłum przewijających się tu ludzi, stałych klientów i przyjaciół – choć to rozróżnienie bardzo szybko się tutaj zaciera. Kiedy pytam Panią Halinę skąd wziął się pomysł na założenie sklepu o takim charakterze, odpowiada mi: „Tato, kiedyś w wywiadzie dla prasy powiedział, że największy problem ma z doborem tkanin do mebli, że trudno mu zdobyć odpowiednią tkaninę na konkretny mebel.” Pani Halina wyobraża sobie czasami, że wieczorową porą, kiedy już nikogo nie ma w sklepie i tylko anioły fruwają po świecie, jej ojciec przechadza się tutaj, ogląda tkaniny i wreszcie jest zadowolony. O meblach i materiałach mówiło się w tej rodzinie właściwie bez przerwy, to była codzienność.

Firmę Brokat założono w 1990 roku, w momencie gdy Pan Marek przejmował warsztat po swoim teściu. Sklep doskonale wypełnił niszę na rynku, a apetyty rosły coraz bardziej. „ To jest tak, jak pani zobaczy kwiatek na łące i się Pani podoba i biegnie pani po ten kwiatek, zrywa go i widzi pani następny i znowu pani biegnie, by go zerwać – i tak bez przerwy. Tak samo jest z materiałami – zdobywa się próbniki, żeby zaspokoić gusta klientów, ale ciągle chce się więcej, bo gdzieś się coś zobaczy czy usłyszy .” _DSC1191
Lata 90-te umożliwiły sprowadzanie tkanin z najdalszych zakątków Europy: Belgii, Niemiec, Włoch, Hiszpanii. Przedział cenowy materiałów jest wprost niewyobrażalny – od 50 do 1000 złotych za metr bieżący! Na szczęście już te za 150-200 zł mają bardzo wysoki wskaźnik odporności na ścieranie. Pani Halinie zależy, żeby klienci czuli się dobrze więc w praktyce nie proponuje tych najdroższych tkanin: „Trzeba sobie zadać pytanie, jak będzie się czuł klient, który przyjedzie i zobaczy, że materiał u mnie kosztuje 700 złotych za metr? I właściwie półtora metra robi mu emeryturę.” Pani Halina przyznaje na marginesie, że wśród tych najdroższych znajdują się jej „ulubieńcy”.

C o  k o m u  w  d u s z y  g r a

„Staram się wyszukać materiał w punkt, dokładnie taki, jak komu gra w duszy. Dlatego gdy przychodzi do mnie np. klientka, to po pierwsze pytam: A czy Pani ma zdjęcie swojego mebelka? Często słyszę, że niestety nie. Pytam więc dalej: A umiałaby Pani narysować? I tak próbujemy rysować ten mebel i mam już cały notes z takimi pospiesznymi szkicami.” Dla wielu z kolei kluczową sprawę stanowi kolor więc szuka się koloru w kolorze, np. czerwieni węgierskiej albo koloru poziomki roztartej ze śmietaną. Pani Halina uwielbia kontakt z klientami i wyzwania, jakie ta praca niesie. Doradzanie to z jednej strony świetna zabawa, ale też i odpowiedzialność, bo to klienci mieszkają potem przez lata z tymi właśnie meblami: „Ktoś np. nie znosi pasków, a ma komplet biedermeierów, które aż się proszą o paski. Szukamy więc kompromisów. A czasem w mieszkaniu jest już wszystko idealnie i trzeba oprawić np. krzesełko do fortepianu. I tu się zaczyna wielka przygoda, bo można doskonale postawić kropkę nad „i” lub wprost przeciwnie – zrobić kleksa na pięknym obrazie.”

_DSC0689

T r z e c i  d y p l o m  n a  ś c i a n i e

Od dziecka byłem z tatą w pracy. Jak miałem 10 lat tata dawał mi młotek i jakieś proste narzędzia i kazał wyciągać gwoździe – w wyciąganiu gwoździ na pewno mam już mistrzostwo?” Łukasz marzy o zdobyciu prawdziwego tytułu mistrzowskiego w zawodzie tapicer. Wówczas w salonie w domu rodzinnym mogłyby zawisnąć trzy piękne dyplomy cechowe.

O pracy tapicera Łukasz mówi, że jest „zwalniaczem życia” w pędzącym i zmieniającym się świecie, że bardzo świadomie wybrał to, co robi. I choć ma za sobą dopiero kilka samodzielnych mebli i póki, co wspiera tatę, zajmuje się logistyką, doradztwem i obsługą klientów w siedzibie przy ulicy Brackiej, już teraz wie, że z tapicerstwem zwiąże swoją przyszłość: „Wiem, że najwięcej uczę się od taty i klienci namawiają mnie bardzo do tego, żeby zachować w naszej rodzinie ciągłość zawodu.” Na typowe dziś wątpliwości o to, czy ten zawód się utrzyma odpowiada: „Ja wierze, że zawsze będą tacy ludzie, którzy nas potrzebują i jeszcze bardzo długo ten zawód się utrzyma”.

Jadwiga Zając

Zdjęcia: Monika Chrabąszcz