Zwykłe Życie #3. Sport, rośliny, zwierzęta

Pierwszy pospieszny rzut oka na zawartość wzbudził obawę – czy będę miała, co opisać? I nie chodzi mi o zawartość tekstu w numerze, bo tego jest pod dostatkiem, ale bardziej o tematykę, na której – z przyczyn wiadomych – skupia się nasza uwaga. Rzemiosło i praca rąk z pozoru zajmują niewielką część tego numeru. Ale! Jeśli się wczytać, okaże się, że do prezentowanego w tym numerze zacnego grona w składzie: introligator, gorseciarka, krawcowa, dekorator/szarfiarz – można również zaliczyć florystę oraz chłopaków tworzących bambusowe rowery. Z kolei opowieść o ostatniej w Warszawie fabryce oranżady  oraz artykuł poświęcony kulturystyce lat 60., w który wplecione zostały historie trzech legendarnych warszawskich siłowni, w pełni pozostają w duchu naszych krakowskich miejsc-rezerwuarów pamięci.

_DSC5857

A t a w i s t y c z n a   p o t r z e b a   n o t o w a n i a

„Papier Maszyna Nożyce” to tytuł artykułu poświęconego marce Nieladaco. Rozwinięcie tej nazwy wiele mówi o tej jednoosobowej firmie: „Nieladaco – Gołymi Rękami. Przydomowe Przedsiębiorstwo Produkcyjne w okolicach Koluszek w Łódzkim. Klasa I. Łukasz Zbieranowski, domorosły, ceniony grafik oraz introligator z powołania, swoje papiernicze projekty wykonuje własnoręcznie. Jeśli akurat nie korzysta z leciwych maszyn”. Tekst to piękna opowieść o zawodzie, któremu Łukasz przez lata przyglądał się w domu, ale do którego sam musiał dojrzeć. Interesujące jest również to, że mając już ugruntowaną pozycję jako projektant graficzny, zdecydował się na reaktywację warsztatu introligatorskiego, który pozwala mu zwolnić, wymaga innego rodzaju skupienia. Łukasz po prostu „chce solidnej grafiki użytkowej”. My też.

K s z t a ł t o w a n i e  k l i e n t a

Wywiad z warszawską gorseciarką Alicją Grabowską potwierdza nasze krakowskie wnioski o tym fachu, jak i rzemiośle w ogóle. Sukces gwarantuje wytrwałość w nauce, staranność w pracy, ale też umiejętność przekonania klienta, że doświadczenie i wiedza rzemieślnika dają mu prawo doradzania nawet wbrew jego wyobrażeniom. Kontakty z klientami stanowią z jednej strony miły aspekt pracy – zwłaszcza ich zadowolenie i wdzięczność – ale równocześnie bywa, że właśnie klienci stanowią niejako „przeszkodę”. Wymagania klientek bywają nierealne – nieadekwatne do kształtów ciała lub niezróżnicowane pod kątem różnych strojów, pod które będzie się nosić gorset czy biustonosz. Na szczęście Pani Alicja najwyraźniej posiada ten cenny dar przekonywania klientek, by skoro już wybrały się do specjalistki, oddały się w pełni w jej doświadczone ręce.

_DSC5861

Z podobnymi problemami boryka się Zosia Chylak, młoda projektntka, która otworzyła niedawno pracownię krawiecką specjalizującą się w szyciu na miarę. W wydaniu Zosi to bardzo kompleksowa usługa – zaczyna się od szczegółowej rozmowy, a dopiero potem powstaje projekt, na który od początku do końca klientki mają wpływ. Młoda projektantka jest jednak bardzo wierna swoim przekonaniom i potrafi przekonać klientelę do odpowiednich kolorów, materiałów i krojów. „Każda kobieta jest inna, nie ma na świecie dwóch takich samych sylwetek – praktycznie niemożliwym jest zatem, żeby w sklepie, gdzie mamy do wyboru zaledwie pięć rozmiarów, wybrać ubranie, które idealnie pasuje”.

Z r ó b  s o b i e  o g r ó d e k

W duchu Do It Yourself, poza innowacyjnym pomysłem na bambusowy rower oraz instrukcją wykonania budy dla psa, pozostaje też w pewnym sensie tekst o ogrodnictwie parapetowym. I choć wydaje się, że dziś już nikomu nie trzeba udowadniać, że to nie tylko możliwe, ale i wcale nie tak trudne, po lekturze tekstu nawet Ci najbardziej wątpiący jedząc czereśnie czy awokado dwa razy zastanowią się zanim wyrzucą pestkę do kosza. Mała próbka z tekstu Karoliny Domagalskiej – o baobabie: „W przypadku braku słonia lub innego roślinożercy można polać nasiono wrzątkiem, naciąć i wrzucić na dwa dni do wody”. Ha. Jeśli jednak ta wiedza to dla Was nie pierwszyzna, a Wasze kompetencje ogrodnicze wykraczają ponad przeciętną, z pewnością zainteresuje Was fragment książki „Dzika kuchnia”. Strona poświęcona wyce dostarcza wielu kluczowych informacji, a przy tym utrzymana jest w stylistyce retro i aż się prosi, żeby wpiąć ją do segregatora i zapoczątkować kolekcję opisów półdzikich roślin i niesztampowych przepisów na ich przyrządzenie.

W numerze znajdziecie również wiele innych receptur. Większość z nich pozostaje wierna modnym i słusznym skądinąd tendencjom – wszechobecne buraczki (może wreszcie je polubię?), tofu, orkisz, pstrąg oraz rabarbar, bez którego trudno sobie wyobrazić wiosenno-letnią kuchnię. Ładne zdjęcia, prosto i smacznie. I dobrze.

_DSC5863

Z d r o w i e , s i ł a , p i ę k n o  

Zgodnie z zapowiedziami najnowszy numer skupia się wokół trzech aspektów: „Stawiamy na sport. Hodujemy rośliny. Kochamy zwierzęta”. W świetnym artykule o polskiej kulturystyce przemycono historie trzech legendarnych warszawskich siłowni. Syrena, Błyskawica i Herkules to miejsca, gdzie ćwiczyły legendy polskiej kulturystyki, ale nie tylko. W czasach, gdy na siłowni równocześnie dbano o zdrowie, siłę, sprawność i piękno spotykali się tu nie tylko sportowcy, ale też „normalni” ludzie, dla których siłownia była w dziennym harmonogramie punktem po pracy, a przed dancingiem. Z nimi ramie w ramie ćwiczyli także ludzie znani, np. aktorzy – Marek Perepeczko czy Daniel Olbrychski. Takie to były czasy.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – 

55_11

To co szczególnie rzuca na kolana w trzecim numerze ZŻ, to część wizualna. Nie odbierając wartości rewelacyjnym zdjęciom (zwłaszcza tym, autorstwa krakowskiej utalentowanej fotografki Ani Gawlak), w sposób szczególny urzekły mnie grafiki towarzyszące niektórym tekstom. Już wstęp opatrzony został piękną ilustracja Karola Korneliusza Banacha (można ją zresztą oodczytywać jako metaforę głównych tematów numeru). Wśród najbardzije intrygujących autorów warto także wymienić: Piotra Jackowskiego, Olę Niepsuj, Agatę Królak. Osobistym faworytem zostaje ilustracja Pawła Mildnera towarzysząca relacji z bliskiego spotkania z wielorybem podczas wizyty na Azorach. Już znalazła swoje miejsce na ścianie:)

I jeszcze istotna uwaga, choć czynię ją niechętnie. Grafikę Mildnera mogłam z powodzeniem powiesić na ścianie nie za sprawą żmudnego wycinania jej z magazynu. Coś ewidentnie nie wyszło w drukarni, bo mój numer pomimo łagodnego obchodzenia się z nim, dziś występuje już nie w jednej, ale 140 częściach! Może to znak, żeby wreszcie odnaleźć w Krakowie rasowego introligatora?

Jadwiga Zając

Zwykłe Życie można kupić w Krakowie w Księgarni pod Globusem, ul. Długa  1 oraz w MOCAK Bookstore lub zamówić na stronie magazynu.



Możliwość komentowania jest wyłączona.