„Warzywniak” Artykuły Spożywcze – Halina i Janusz Biernat; ul. Rajska 20

Istnieje od 1923 roku. Trudno w to uwierzyć, ale w tym miejscu naprawdę niewiele się zmieniło. Zmienili się oczywiście ludzie, a asortyment zwiększył się zapewne o nowe produkty, ale też i zmniejszył o inne. Gdyby tylko poodwracać słoiki, butelki i opakowania, tak by współczesne marki były niewidoczne, i zrobić czarno-białe zdjęcia aparatem analogowym, można by z pewnością, nie odróżnić go od sklepiku, który widać na zdjęciach archiwalnych. Bo i co tu zmieniać, kiedy wszystko zostało już na samym początku doskonale pomyślane, a mimo różnych meandrów historii, które zapewne i tu wdzierały się pokątnie, klienci zawsze dopisywali.

Pani Honorata Łakomska otrzymała sklepik jako wiano od rodziców i wraz z mężem, również subiektem, włożyli wiele wysiłku, by ich małe królestwo było zawsze doskonale zaopatrzone. Nie była to łatwa praca, ale odzew klientów, ich słowa uznania i lojalność zawsze dodawały sił i chęci do działania. I tak przez długich 55 lat zaskarbiła sobie stałych klientów i doskonałą renomę. Przyszedł czas, by przekazać dzieło swego życia dzieciom, które od młodych lat przyuczane były do pracy w zawodzie sprzedawcy. Właścicielka została Pani Zofia Biernat. Jej również pomagał syn, Janusz, który 12 lat temu przejął interes i prowadzi go do dziś z żoną, Haliną. I tak udało się utrzymać ciągłość w rodzinnej firmie. Zresztą rodzinny charakter tego miejsca ma też swój inny wymiar. Wśród klientów są osoby, które znają to miejsce lepiej od samych właścicieli. Przychodzili tu jako dzieci, po zakupy, ale i słodycze, dzięki czemu zapach dzieciństwa przywodzi ich właśnie w to miejsce. Dziś również przychodzą po zakupy, ale i na rozmowę – pożalić się, poopowiadać o dawnych dziejach, zachwycić się urodzajnymi zbiorami, odebrać świąteczny barszcz i złożyć sobie życzenia. Pani Halina jest doskonałą słuchaczką i często wizyty te przeradzają się w prawdziwie przyjacielskie rozmowy.

Wnętrze sklepiku jest od podłogi po sufit wypełnione towarami. Ziemniaki, marchewka, cebula, pieczarki, pomidory, papryka, rzodkiewka, czosnek, ale i brokuły, seler naciowy, brukselka. W skrzyniach spoczywają piękne i smaczne owoce, gdzie mimo dużego wyboru owoców tropikalnych najbardziej kuszą jednak polskie pachnące jabłka i gruszki. Latem zaś wabią przechodniów sezonowe owoce z polskich sadów – czereśnie, wiśnie, truskawki, maliny, śliwki…

Jak słusznie zauważyli autorzy Spacerownika Ekonsument, znajdziemy tu wszystko, czego się spodziewamy, jak i ogrom towarów, które nas zaskoczą. Z pewnością największym zaskoczeniem są wiązki drzewa na podpałkę spoczywające na pawlaczu wysoko pod sufitem. Kiedyś  były towarem podstawowym małych sklepików, wpisując się nieodmiennie w gamę zapachów tych miejsc – żywiczny aromat doskonale komponował się z wonią owoców i jarzyn, orientalnych przypraw, świeżego pieczywa dostarczanego niegdyś przez Górnisiewiczów. Dziś drewniane wiązki służą głównie do rozpalania ognia w nowych kominkach, rzadziej kupują ją amatorzy starych pieców kaflowych, którzy konsekwentnie rozgrzewają je w tradycyjny sposób.

Idźmy dalej, bo jak zaraz się okaże nie tylko drewienka związane słomianych powrósłem stanowią o wyjątkowości tego sklepiku. Na najwyższych półkach dostojnie spoczywają niemi świadkowie kilkudziesięciu lat historii tego miejsca – stara lampa naftowa, żeliwne dzbanki, metalowe puszki po słodyczach i kakao. Na tej wysokości również wisi zdjęcie Pani Honoraty Łakomskiej, która 90 lat temu rozpoczęła tu swoją działalność. Kolejne półki zabytkowego już mebla wypełnione są przetworami od polskich producentów – dżemy, powidła, soki, kompoty (!), przeciery, sałatki, buraczki, w słoiczkach opisane naklejkami: cieciorka, soczewica i najróżniejsze fasole. I wreszcie to, co przyciąga do Biernatów tłumy, czyli słynne rarytasy kuchni domowej od wielu lat dostarczane przez drobnych producentów spod Krakowa:  klarowny barszcz czerwony i mętna baza do barszczu białego, kiszona kapusta i ogórki. Renoma tych wyrobów sięga już daleko, a właściciele dbają, by nigdy klient nie odchodził z pustymi rękami. Najwyraźniej słowa dziadka Łakomskiego, który wkrótce przed śmiercią przestrzegał: „Pilnujcie barszczy!”, wryły się mocno w pamięć spadkobierców.

Konieczne jest jeszcze choć słowo o meblach. Sklepik jak się wydaje jest w całości wypełniony ciągiem regałów, każdy skrawek jest wykorzystany. Jednak półki za plecami sklepikarzy kryją za sobą małą tajemnicę. Jeden z regałów umieszczony jest na zawiasach i stanowi tajne przejście na małe zaplecze. W ten sposób niepostrzeżenie można Państwo Biernat mogą zjawiać się i znikać za ladą – ku uciesze dzieci z sąsiedniego przedszkola, które często odwiedzają to miejsce z rodzicami. Z takimi pięknymi, rasowymi meblami bywa zazwyczaj tak: najpierw są obiektem dumy właścicieli; później, gdy u konkurencji zamienia się niszczejące regały nowymi, pojawia się obawa, czy nie są zbyt staroświeckie, choć przecież niczego im nie brakuje; aż wreszcie, historia zatacza koło i znów, już jako zabytek choć wciąż używany, mogą cieszyć oko osób ceniących ich szlachetny charakter, finezję i solidne wykonanie. Pani Halina śmieje się, że chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę, że mają do czynienia z ponad osiemdziesięcioletnim meblem, bo zdarza się, że ktoś wchodzi rozgląda się z miną znawcy i stwierdza: „Ale świetny sklepik, taki zrobiony na retro!”

Zawsze wracam do sklepu, w którym czuje się klimat, atmosferę i duszę,
gdzie nie tylko na zakupy, ale i rozmowę się skuszę.
Gdzie warzywa, owoce i inne frykasy wyglądają jakby były z baśniowej krainy,
ufam i wiem, że są idealne dla mojej rodziny.
Taki sklepik jak z bajki znalazłam w mej okolicy,
zwie się „Warzywniak” i jest na Rajskiej ulicy.
Zawsze tu wszystko chętnie kupuję, bo jest świeże i wybornie smakuje,
a do tego mam pewność, że szybko się nie przeterminuje.
Oprócz wspaniałych zakupów najwyższej jakości,
dostaję tu też uśmiech pełen ciepła i serdeczności,
który na twarzach państwa Biernat bezustannie gości.
Polecam ten sklepik każdemu, kto marzy o zdrowym, świeżym jedzeniu,
gdzie wybierać, przebierać można bez oporu
i nikt nie robi z tego horroru.
Dla mnie „Warzywniak” już od dawna jest zwycięzca,
jest jak przysłowiowa wisienka na torcie
– tam się relaksuje i robi zakupy w pełnym komforcie.

Wiersz napisany przez wieloletnią klientkę sklepu

Jadwiga Zając

Zdjęcia: Monika Chrabąszcz

Zobacz to miejsce na mapie Dobrych Cech



4 komentarze

  1. annouk wrote:

    a te archiwalne zdjęcia (ze wstępu) są gdzieś do zobaczenia?

  2. Fajnie, że w Krakowie wciąż ostają się takie miejsca jak opisane i umeblowane w starym stylu sklepiki. Trzeba mieć siłę żeby to utrzymywać i nie namówić się na sprzedanie tego pomieszczenia razem z umeblowaniem i regałami