T y p o g r a f i c z n e d i s c o p o l o

10264888_10152300989769130_221345431908389883_n

W latach 90-tych, w okolicznościach szalejącego kapitalizmu, ulice miast wypełniały się zakładami usługowymi i miejscami sprzedaży najróżniejszych towarów. Produkcją szyldów i tablic informacyjnych tylko w niewielkim stopniu zajmowali się ludzie, dla których właśnie to było głównym zajęciem. Nawet oni nie mieli zazwyczaj przygotowania teoretycznego – ich praca często opierała się na korzystaniu z szablonów i mechanicznej wtórności. Zdarzało się i tak, że właściciele lokali usługowych i handlowych radzili sobie z reklamą zewnętrzną na własną rękę. – Ręce miałem sprawne, to zrobiłem. Żadna filozofia. Jeśli buty ortopedyczne umiem zrobić, to i napis potrafię – mówi Władysław Wachnik, szewc z Warszawy. Co z tego wszystkiego wynikło i dlaczego właściwie o tym mowa?

1182777

Od miesiąca Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zaprasza na wystawę „Typopolo” prezentującą estetyczny fenomen amatorskich szyldów, tablic informacyjnych, reklam, które dwie dekady temu wzięły we władanie przestrzeń miejską. Dlaczego na wystawę trafiają eksponaty, które do niedawna (i zapewne w pewnym stopniu – nadal) przez profesjonalnych grafików uznawane były za przejaw nieudolności i złego gustu? Kurator wystawy, Rene Warzkiewicz, w wywiadzie dla Gazety Wyborczej tak mówi o swoim pomyśle:
Przygotowaliśmy tę wystawę, żeby zrozumieć fenomen typo polo, liternictwa i typografii miejskiej. Dosyć krytykowania. Teraz trzeba przeanalizować to, co mamy, i zastanowić się, co dalej.

Na wystawie wśród licznych fotografii umieszczono również wypowiedzi projektantów, próbujących zmierzyć się z tym niejednoznacznym zjawiskiem. Czytamy: – W tej nieudolności jest i urok, i szczerość, i prawda, a dalej: – Typografia jest zawsze odzwierciedleniem czasów, w których żyjemy i w tym sensie typopolo jest zjawiskiem naturalnym i pozytywnym. To prawda. Nawet jeśli istnieje powszechne przekonanie o tym, że ekspansja typopolo poszła zdecydowanie za daleko, to jeśli spojrzymy przychylnie na tą działalność, pozbawimy ją kontekstu przestrzeni miasta (które chcielibyśmy widzieć jako miejsce czyste i przyjazne oku), można dostrzec autentyczność i szczerość, która w pewnym stopniu nawet rozczula. I co z tym fantem zrobić?

nie jestem byle jakim szewcem

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Pamiętacie książkę Aleksandry Wasilkowskiej Shadow Architecture. Architektura Cienia, o której kiedyś pisaliśmy? Przywołano tam pojęcie Systemu D, które ukuł Robert Neuwrith: (…) pomysłowi, samodzielni i przedsiębiorczy handlarze, którzy sami prowadzą biznes, bez rejestrowania i poddawania go biurokratycznym regulacjom, i w większości bez płacenia podatków, stanowią „l’économie de la débrouillardise”, gospodarki pomysłowości, gospodarkę improwizacji i samodzielności, gospodarkę „zrób to sam”. Ci sami przedsiębiorcy – samodzielni i pomysłowi – stworzyli typopolo. Zarówno architektura cienia, jak i typopolo to żywioł – powstały bez udziału specjalistów, całkowicie oddolnie, nie poddają się żadnym regulacjom. O ile jednak w bazarze, handlu ulicznym czy targowiskach można widzieć niezbędne w mieście miejsca społecznych interakcji, o tyle trudniej już znaleźć uzasadnienie dla samowoli reklamowej, która narodziła się w latach 90-tych, a której efekty obserwujemy do dziś. Czy jednak mamy prawo krytykować ją i proponować gotowe recepty, narzucać nową typografię? Takie próby podejmują na gruncie krakowskim autorzy projektu Ładne Podgórze, a w Warszawie inicjatywa Przeliteruj Miasto (notabene, współtwórcy wystawy o typopolo). To niezwykle trudna sprawa i prawdziwy dylemat (kiedyś już o tym nawet debatowaliśmy na „łamach” naszego Facebooka). Świetnie podsumowuje te rozważania wypowiedź Aleksandry Wasilkowskiej:

O zaśmiecaniu reklamą mówi się przede wszystkim w kontekście braku estetyki. Ale musimy uważać, żeby sprzątając ten chaos nie posprzątać też przy okazji tego co jest jednak użyteczne, różnorodne, nieformalne, czasem wręcz kiczowate i dzikie. Nie regulujmy wszystkiego na siłę, nie każde drzewo musi być proste, nie każda ścieżka z granitu. Nieformalne przestrzenie miejskie (…) cały swój charakter czerpią z tego, że są w niewielkim stopniu uporządkowane. To właśnie ich nieformalność daje poczucie, że ta przestrzeń należy do wszystkich.

Co Wy na to? Czy na pewno chcemy być jak Szwajcaria? Czy może raczej pasuje do nas ta wschodnioeuropejska żywiołowość w podejściu do przestrzeni publicznej? Wydaje się często, że tkwimy niepewnie pomiędzy wschodem a zachodem, a całe to zamieszanie wynika z naszych kompleksów i zawyżonych aspiracji.

10176172_773087596043800_9217041448972201207_n– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Typopolo
kurator: Rene Wawrzkiewicz
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
do 15 czerwca 2014
https://www.facebook.com/events/708387875870726/

Z opisu wydarzenia:

Wystawa „TypoPolo” jest próbą uchwycenia i opisania działań wizualnych związanych z wernakularną grafiką, przypadkową typografią i oddolnym projektowaniem. Na ekspozycję składają się przykłady szyldów, liternictwa i napisów eksponowanych na witrynach sklepowych w formie oryginalnych obiektów i dokumentacji fotograficznej. Drugą cześć wystawy stanowią projekty typograficzne i graficzne zrealizowane przez profesjonalnych projektantów, poszukujących inspiracji w TypoPolo. Ekspozycję podsumowuje zestaw przedsięwzięć badających kwestię tożsamości wizualnej i projektowania dla lokalnych przedsiębiorstw i rzemiosła.



Możliwość komentowania jest wyłączona.