Refleksja nad miastem jako refleksja nad kulturą. Cz. 1/2

Stan przestrzeni publicznej stanowi istotę i wyznacznik jakości życia w mieście. To tu mieszkańcy mogą odgrywać swoje tożsamości, tu tworzą wspólnotę i artykułują swoje opinie, tu też – spotykają się na gruncie neutralnym, by nieproduktywnie spędzać ze sobą czas. W wyniku nieustannej gry inwestorów prywatnych z władzami samorządowymi z pejzażu miejskiego coraz częściej znikają takie właśnie miejsca pełniące funkcje agory.

Wyrastają za to kolejne biurowce, ekskluzywne apartamentowce, hotele, banki lub też tworzy się przestrzenie niby-publiczne, tj. galerie handlowe, gdzie dominuje funkcja rozrywkowa i etos konsumpcji, a kwestie społeczne czy polityczne nie mają tu racji bytu. Zatem nie zawsze chodzi o fizyczne zanikanie takich miejsc, ile o przekształcanie ich tak, że nie spełniają podstawowej funkcji – oddziaływania na społeczne interakcje.

Przestrzeń publiczna miast związana ściśle ze sferą publiczną to przede wszystkich place, skwery, ulice, aleje, parki… Miejsca, gdzie można się spotykać, urządzać zgromadzenia, manifestować swoje poglądy, protestować – to miejsca kulturowej i politycznej debaty. Czy w zakres znaczeniowy miejsc publicznych wchodzą również małe punkty handlowo-usługowe? Z pozoru nie, gdyż są własnością prywatną, a ich działalność ma charakter zarobkowy. Jeśli się jednak zastanowić, czym jest np. sklep spożywczy dla mieszkańców małej wsi, to czyż właśnie te funkcje – agory, przestrzeni dialogu, działań na rzecz wspólnego dobra – nie są tam realizowane? Porównanie to może budzić kontrowersje. Sytuacja wsi charakteryzuje się najczęściej brakiem przestrzeni pośrednich między formalnymi (jak zebrania z sołtysem czy radnymi) a towarzyskimi (jak wizyty w domach u znajomych czy sąsiadów). Pojawia się potrzeba spotkania w szerszym gronie, gdzie rozmowa może mieć charakter nieformalny, ale bardzo konstruktywny – może prowadzić do faktycznych działań.


Kiedy formalna przestrzeń publicznej debaty nie wystarcza

W miastach to właśnie małe punkty usługowo-handlowe gromadzą wokół siebie najczęściej ludzi z konkretnych ulic czy dzielnic. Sklepik spożywczy, cukiernia, piekarnia, kiosk, szewc, kaletnik, jubiler… Klienci przychodzą tam w konkretnym celu, a jednak nie wydaje się, żeby „sytuacja” ograniczała się wyłącznie do faktu zakupu czy zlecenia usługi. Ludzie spotykają się, rozmawiają ze sprzedawcą lub innymi klientami. O pogodzie, o rozgrywkach sportowych, o przepisach kulinarnych, o nowym placu zabaw, o remoncie chodnika, o awarii latarni, o nowych inwestycjach budowlanych, o zdemolowanym przystanku tramwajowym… W toku takich rozmów rodzą się nieraz pomysły na działanie, reakcję, zabranie głosu w swojej sprawie. Aktywność partycypacyjna rodzi się nieraz na gruncie niewinnych rozmów, narzekań, troski. Może tu chodzić zarazem o urządzenie wigilijnego opłatka dla osób samotnych, napisanie petycji do rady miasta odnośnie niezadowalającej sytuacji, a gdy to nie skutkuje – zorganizowanie się i przeprowadzenie akcji protestacyjnej, o bardzo różnym charakterze.


Partycypacja po polsku

Postulat aktywnego uczestnictwa, czyli partycypacji, zakłada, że każdy w równym stopniu ma prawo włączenia się w procesy decyzyjne odnośnie sfery publicznej. Interesem każdego jest tworzenie dobrej, przyjaznej przestrzeni, która czyni nasze życie lepszym oraz kształtuje, naszą tożsamość (lub przynajmniej naszych dzieci). W Polsce o partycypacji możemy mówić dopiero od niedawna. Jak pisze Wojciech Kosiński w książce Jak przetworzyć Miejsce. Podręcznik kreowania udanych przestrzeni publicznych:

Komunizm zabił w ludziach poczucie własności, zwłaszcza zbiorowej, dlatego potencjalne przestrzenie społeczne, czyli wspólne, pozostawały niczyje, a więc niekultywowane.

Również lata transformacji nie przysłużyły się budowaniu miejsc społecznego dialogu, a w ludziach poczucia wspólnoty. Brak gotowości na zmiany, które w krajach zachodnich nastąpiły naturalnie, dotyczył zarówno władz samorządowych, jak i społeczności lokalnych, a także – urbanistów i architektów, planujących przestrzeń nieadekwatną do realiów, potrzeb i gustów mieszkańców. Obecnie jesteśmy świadkami prawdziwej zmiany, trwa ona od kilku lat, a właśnie teraz możemy obserwować rewolucję jaką ze sobą niesie.

Aktywizm postulowanych choćby przez wspominaną już Naomi Klein jest obliczem partycypacyjnego myślenia, które pociąga do odpowiedzialności każdego człowieka – jako jednostkę, jako polityka, czy też jako pracodawcę. Miasto z kolei, będąc płaszczyzną szczególnej debaty i walki rozmaitych interesów, pełni tu rolę wyjątkową:

(…) jest przestrzenią (…) ścierania się sił systemowych, uosabianych przez rynek i państwo, z inicjatywami oddolnymi, podejmowanymi w celu wyrażenia sprzeciwu wobec anektowania tkanki miasta przez instytucje polityczne i komercyjne przedsiębiorstwa kapitalistyczne.

Z poczucia współodpowiedzialności za miasto oraz niezadowolenia ze stanu obecnego rodzą się ruchy aktywistów walczących m.in. z procesami gentryfikacji (zjawiskiem tym zajmiemy się już wkrótce).


Tożsamość a przestrzeń

W zrozumieniu znaczenia aspektu przestrzennego dla społeczności lokalnej pomocne może się okazać filozoficzne podejście do kategorii miejsca i przestrzeni wg chińskiego geografa Yi-Fu Tuana.

Przestrzeń jest w zachodnim świecie powszechnie przyjętym symbolem wolności. Przestrzeń stoi otworem, sugeruje przyszłość i zachęca do działania (…) Zamknięta i uczłowieczona przestrzeń staje się miejscem. W porównaniu z przestrzenią, miejsce jest spokojnym centrum ustalonych wartości. Istotom ludzkim potrzebne jest zarówno miejsce, jak i przestrzeń (…)

Zdaniem autora przestrzeń, w odróżnieniu do miejsca, ma bardziej bezosobowy, publiczny charakter, jest dostępna dla każdego. Przynależność do jednej lub więcej osób oraz fizycznie lub symbolicznie limitowany dostęp to zaś cechy miejsca. Korzystając z koncepcji dystynkcji miejsca i przestrzeni można przenieść tą zależność na płaszczyznę związków między terytorium lokalnym a jego mieszkańcami. Społeczność lokalną tworzą w pierwszej kolejności ludzie i przypisane im, lub zajmowane przez nich, miejsca. Te właśnie niepowtarzalne, magiczne, malownicze miejsca i osoby odgrywają najważniejszą rolę w budowaniu tożsamości lokalnej. Lokalny koloryt miejsc, ich unikalność jest w małych społeczeństwach szczególnie chronioną wartością użytkową.


Miejsca, gdzie rodzą się małe rewolucje

W perspektywie koncepcji Yi-Fu Tuana, lokalne punkty handlowo-usługowe stanowią przede wszystkim wyjątkowe Miejsca na mapie przestrzennej okolicy, a także w pewny sensie łączą w sobie oba porządku – prywatnego i publicznego. Możemy sobie wyobrazić, że – tak, jak „rewolucje rodzą się w kawiarniach” – to tu, w przestrzeni bezpiecznej, oswojonej, kameralnej powstają zalążki działań na rzecz wspólnego dobra. Poczucie wspólnej tożsamości, odsyła nas do głęboko zakorzenionych przyczyn woli działania w interesie sfery publicznej, która w największym stopniu dotyczy mieszkańców danej ulicy czy dzielnicy. Interesująca jest tutaj zwłaszcza myśl o specyficznych cechach i poczuciu odrębności, jako składnikach tożsamości zbiorowej związanej z terytorium. W mieście funkcje takich wyznaczników mogą pełnić właśnie punkty handlowo lub usługowe. Przed wiekami, ulica zyskiwała swoją nazwę od cechu, który ją zdominował (ulice: Szewska, Garncarska, Garbarska, Stolarska czy Rzeźnicza). I choć współcześnie nazwy te często zostały zmienione lub nadaje się je ulicom zupełnie przypadkowo, to wciąż zdarza się, że określona ulica ma swoją „specjalizację”. Mówimy wówczas o prestiżu przez fakt odrębności i rozpoznawalności. Z drugiej strony wartość stanowić może różnorodność usług i towarów dostępnych w danym obszarze – rodzi to w mieszkańcach poczucie satysfakcji z samowystarczalności całej ulicy i komfortu, jaki ten fakt ze sobą niesie. Jeśli zaś wspomnimy status, jakim cieszyli się rzemieślnicy cechowi przed laty, to można zauważyć, że poprzez podtrzymywanie wewnątrzcechowej więzi stanowili oni gwarancję ogólnospołecznego ładu, a także odgrywali  rolę aktywizacyjną.


Funkcja agory nadawana tu miejscom na pograniczu prywatnego i publicznego porządku jest oczywiście nieobligatoryjna. Nie każde miejsce osiąga ten status, nie każdy rzemieślnik czy sklepikarz stwarza możliwość nieskrępowanej dyskusji, nie wszędzie wreszcie jest to konieczne – są bowiem instytucje, które potrafią sprostać potrzebom społeczności lokalnych i zapewnić niezbędne warunki do współdecydowania o swoim otoczeniu. Bez względu na to, czy działania ludzi będą spontaniczne i nieformalne czy odgórnie zorganizowane, wynikają one z wspólnej motywacji – troski o swoją przestrzeń i poczucia współodpowiedzialności za jej kształt, dziś i w dalekiej przyszłości.

 

Świat znajdujący się u progu przełomu tysiącleci, staje się coraz bardziej zatłoczony: za dużo w nim ludzi, za wiele anarchii, za dużo wojen, za wiele zależności. Dotknięci skutkami tego natłoku – poszukujemy, często bezskutecznie, przyjaznych przestrzeni do życia, wspólnego gruntu, gdzie możemy okazać nasze odmienności czy swobodnie je zachować; upatrujemy miejsc, w których możemy wspólnie o sobie decydować, bez konieczności poddawania naszej zróżnicowanej natury osobliwym nałogom komercji i konsumeryzmu. Oto miejsce dla nas, którego poszukujemy. Miejsce, które pozwala na pełną ekspresję „ciebie” i „mnie”, „nas” i naszej wspólnoty; miejsce, w którym abstrakt „my” odsłania ślady prowadzące do ciebie i do mnie.

Benjamin Barber

Jadwiga Zając

Literatura:

1. Ewa Rybicka, Geopoetyka (O mieście, przestrzeni i miejscu we współczesnych teoriach i praktykach kulturowych), [w:] Kulturowa teoria literatury, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Universitas, Kraków 2006.
2. Jak przetworzyć Miejsce. Podręcznik kreowania udanych przestrzeni publicznych, red. Małgorzata Łuszczek, Urszula Ptasińska, [Dokument elektroniczny]. Tryb dostępu: http://www.sak.org.pl/data/file/jak_przetworzyc_miejsce_429.pdf
3. Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, Warszawa 1987.
4. Wojciech Pigla, Krzysztof Rataj, Handmade jako strategia oporu wobec obrazów dominujących w przestrzeni miejskiej, [w:] Handmade…,op.cit.

Szczególnie polecamy Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni