Nowe Zwykłe Życie i jego dobre cechy

Co przynosi nam Zwykłe Życie? Nowy numer jest równie ciekawy, co poprzedni, ale ponad to daje się tu odczuć pewną nową jakość. Wydaje się, że nabiera coraz bardziej klarownych kształtów, które nam szczególnie odpowiadają i są najbliższe. Praca rąk pod wszelkimi postaciami, jakie i u nas prezentujemy, zajmuje znaczną część treści magazynu.

Mamy zatem rzemieślników sensu stricte, związanych z cechami rzemieślniczymi, kontynuatorów wieloletniej tradycji swoich mistrzów – Pan Sławomir naprawia maszyny do szycia, Pan Aleksander jest mistrzem piekarstwa, a Pan Marian nie tylko prowadzi piekarnię na warszawskich Szmulkach, ale też założył Muzeum Piekarstwa. Pani Iza, choć mówi o sobie, że jest bardziej rzemieślnikiem (wyrobnikiem) niż plastyczką, z determinacją otworzyła jedyną w Polsce manufakturę kafli cementowych. Poznajemy również właścicieli pasmanterii Kolorowa Szpulka, którzy kontynuują działalność sklepu z konfekcją założonego w 1949 roku. Małe zakłady rzemieślnicze i usługowe są też tematem fotoreportażu Małgorzaty Łazarkiewicz. To właśnie tam przecież toczy się zwykłe życie.

Kaflowa dama

Królowa cementu – Izabela Sojka – oprowadza po Krzykosach, wiosce „bez perspektyw”. Ona przełamała tą wizję. Niesiona impulsem i urokiem chwili postanowiła przekuć w rzeczywistość szaloną myśl o założeniu kaflarni. Nauka wytwarzania kafli tradycyjną metodą u jednego z ostatnich mistrzów tego zawodu w Andaluzji, pomimo trudów i niepowodzeń, doprowadziły ją do założenia w dworku w Krzykosach firmy Purpura. Historia jest oczywiście fascynująca i godna pozazdroszczenia. Ale to, co mnie najbardziej urzekło, to sam proces produkcji. W tekście Agata Napiórska po krótce opisuje procedurę, ale dla laika (jak ja) brzmi to wciąż zbyt ogólnikowo. Dla tych, którzy również potrzebują obrazów, by zrozumieć proces (np. jak to się dzieje, że kafle są kolorowe i gładkie, a nie są przecież malowane) polecam zdjęcia (te w tekście, ale też na stronie internetowej Purpury oraz na Facebooku firmy) lub krótki filmik. Jest w tym działaniu mieszanina rutyny i rytuału zarazem: „Robienie kafli jest trochę jak medytacja. Powtarzalność, perfekcyjność, nie da się iść na skróty, wszystko trzeba po kolei zrobić ręcznie (…) jak w tai chi albo jodze, czujesz, że wszystko się powtarza, ale to jednak coś nowego. To jest odkrywanie, poszukiwanie w tej prostej pracy perfekcji.”

Jeden z akapitów szczególnie przykuwa uwagę i zmusza do refleksji nad pracą kaflarza, ale i w ogóle rzemieślników. Panowie zatrudnieni w Purpurze traktują swoją pracę bardzo profesjonalnie i rzeczowo. Jest dla nich źródłem zarobków i już to stanowi o jej wartości (zwłaszcza w kontekście panującego w tym rejonie bezrobocia). Na pytanie czy chcieliby mieć kafle w swoim domu, odpowiadają niepewnie, że tak, ale może tylko w kuchni lub łazience – „Woleliby trochę więcej marmuru albo kamienia”. Nigdy też nie widzieli jak stworzone przez nich kafle prezentują się we wnętrzach. Są z pewnością rzemieślnikami, jednak na ich przykładzie można zobaczyć, że jak w każdej pracy, tak i tu mamy do czynienia z działaniem oraz sferą rodzenia się koncepcji (działem kreatywnym). Fakt ten nie umniejsza w żadnym stopniu roli kaflarzy w funkcjonowaniu firmy. Dla nich skończoną całością jest już sam kafel, dla Pani Izabeli zaś równie ważne są wzory kafli, ich kolory, możliwe zestawienia, wyobrażone wnętrza, projekty i ich realizacje.

Igły, nitki, szpilki, guziki, koronki, włóczki…

Ponadto czytając ZŻ nr 2, dowiemy się na przykład z czego robi się guziki. Ot, garść informacji, o które pewnie większość z nas samemu nie zapyta. Zdradzę tylko, że guziki można właściwie robić z wszystkiego – plastiku, metalu, drewna – ale zdarzają się i takie z kryształków Swarovskiego, z szylkretu, bawolego rogu, szkła czy porcelany. Pani Barbara Flakiewicz odpowiada też na pytania o wełnę – jej rodzaje i sposoby użycia – a także zaprasza na specjalne kursy (szycia i dekorowania filcem, frywolitki czy scrapbookingu), które organizuje w swojej pasmanterii. Jej sklepik to świetny przykład rodzinnej firmy, która potrafi sprostać wymaganianiom współczesnej klienteli, nie tracąc równocześnie tych, którzy od kilku pokoleń odwiedzają to miejsce.

… i można zasiadać do maszyny!

Ale co robić, gdy maszyna odmawia posłuszeństwa? Nie traćmy nadzieji!:) Pod tajemniczo brzmiącą nazwą The Kempisty Company kryje się dziś skromna pracownia Sławomira Dudika, który kontynuuje działalność legendarnej firmy, już nie w dziedzinie produkcji, ale jako mechanik. Leciwe, wysłużone maszyny do szycia trafiają tu na gruntowną rekonwalescencję. Gotowanie, piaskowanie, złocenie, a także wizyta u stolarza – a zatem lakierowanie, politurowanie… „Bylejakość nie zadowoli klienta” mówi Pan Sławomir i w zgodzie z tą dewizą dopracowuje wszystkie maszyny do perfekcji, poleruje najmniejsze elementy, w razie potrzeby wyszukuje oryginalnych elementów zastępczych. W swoim fachu stara się być najlepszy. A o to wcale nie tak trudno, gdy ceni się swoją pracę i wciąż zachwycają wiekowe egzemplarze, które trafiają na warsztat.

Słowo po słowie

W numerze znajdziemy także cykl fotografii Magdaleny Łazarczyk, o którym wspominałam w ostatnim wpisie. Uzgodniliśmy już z redakcją, że zbieżność tytułu artykułu z nazwą naszego bloga jest przypadkowa lub nieświadomie inspirowana więc uznajmy, że to znak dla nas, że czas się wychylić na scenę, co by nie było więcej takich wątpliwości:) Do sedna – na zdjęciach Łazarczyk widzimy puste przestrzenie zakładów rzemieślniczych. Niektóre bardzo przypominają wnętrza miejsc prezentowanych  przez nas. Celem autorki było ukazanie przemian zachodzących w Polsce przemian (ustrojowych, gospodarczych, obyczajowych). Na marginesie dodam, że nasi bohaterowie bardzo często nie życzą sobie publikacji zdjęć, które w podobny sposób oddają ducha tych miejsc. To taka nasza mała bolączka – uciążliwa zwłaszcza dla Moniki Chrabąszcz, naszej naczelnej Pani Fotograf – bo często właśnie takie zdjęcia ukazują najciekawiej nieuchwytną atmosferę miejsca.

Nie przedłużając jeszcze bardziej dodam, że również pozostałe artykuły godne są uwagi. To nie miejsce, by streszczać treść całego magazyn, ale nie sposób nie polecić rewelacyjnego tekstu o tabace i Kaszubach czy rozmowy z Moshe Haymanem, który w centrum Warszawy sprzedaje pyszne koszerne  falafle (jakość potwierdzam osobiście!). Równie interesująco przedstawiono sylwetkę Piotra Dąbrowskiego, posiadacza kolekcji 20 tysięcy polskich plakatów autorskich. Z kolei historia Kasi i Maćka, założycieli księgarniokawiarni Między Słowami w Rabce, napawa optymizmem i wiarą w odrodzenie polskiej prowincji.

Koniec końców, najlepszą rekomendacją jest fakt, że każdy z artykułów zachęca do lektury. Czytanie magazynów od deski do deski jest, z moich doświadczeń, rzadkością, a zatem i miarą jakości. Zwykłe Życie zdaje ten test doskonale!

Zwykłe Życie można kupić w Krakowie w Księgarni pod Globusem, ul. Długa  1 oraz w MOCAK Bookstore lub zamówić na stronie magazynu.

Jadwiga Zając



Możliwość komentowania jest wyłączona.