W cieniu rzeczy. O najnowszym numerze miesięcznika ZNAK

Mówiąc i myśląc o rzeczach nie możemy zapomnieć o ich wpływie – a często wręcz kreacji – otaczającej nas rzeczywistości. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, iż to otaczające nas przedmioty, materialne wytwory kultury, wszystko to, co rozumiemy pod wspólnym mianownikiem „rzeczy” – od zabawek po narzędzia – stwarza, kształtuje i określa naszą tożsamość. „Dzisiejszy świat jest przepełniony rzeczami. Rozwój produkcji masowej i nowych technologii zmienia nasz stosunek do przedmiotów. Czym są przedmioty? W jakich kierunkach ewoluują? Co nasze rzeczy mówią o nas?” Na te i inne pytania dotyczące statusu rzeczy, starają się odpowiedzieć na łamach miesięcznika Znak (nr 710-711), m.in. Łukasz Orbitowski, Filip Springer i Zuzanna Skalska. Wydawać by się mogło, że jest to jedno z ważniejszych pytań współczesności. Pytania na które nie ma jednej, a na pewno wyczerpującej odpowiedzi. Pytania które koresponduje z wieloma aspektami ludzkiej aktywności: od rzemiosła poprzez świadomy styl życia (albo różne jego odmiany), po niepohamowaną konsumpcję i nieodpowiedzialną gospodarkę włącznie.

19

„Człowiek zawsze otaczał się rzeczami. Nigdy jednak nie żył w tak wielkim jak dziś ich natłoku. Rozwój produkcji masowej i nowych technologii przekształca nasze relacje z przedmiotami i bardzo je dywersyfikuje. Czyni rzeczy oraz ich, zdawałoby się oczywistą materialność coraz bardziej problematycznymi. Dlatego też domagają się one dziś refleksji nad ich statusem i miejscem w naszym życiu, poznawania ich niejako na nowo”- pisze we wstępie Justyna Siemienowicz. I, jak się przekonamy, klasyfikacja ta i próba problematyzacji tematu nie jest zadaniem łatwym. To, że przedmioty są nieodłącznym elementem naszego otoczenia nie jest niczym nowym. Stanowią one niejako: „rękojmie naszego człowieczeństwa. Wytwarzając je i obcując z nimi, wytwarzamy i kształtujemy siebie. Tworzą one trwałą ramę dla naszych myśli i działań, gdyż to nie tylko one dopasowują się do nas, ale także nasze ciało i nasza wyobraźnia układają się niejako podług nich”. Dlatego również współczesny szalejący konsumpcjonizm nie jest niczym nowym. Jest tylko znakiem czasu i naszym współczesnym wyrazem stosunku do przedmiotów. Lepiej – wydawać by się mogło – jeśli stanowi przyczynek do zastanowienia się nad kondycją człowieczeństwa, a nie realne zagrożenie. Lepiej, jeśli krytyka konsumpcji, staję się impulsem do zmian. Do poszukiwań i do akceptacji innego niż lansowany – czy tradycyjny – stosunku do przedmiotu.
04Wydaję mi się, iż lepiej skupić się na tych poszukiwaniach, niż na negatywnych skutkach bycia przedmiotów. Jak pisze dalej autorka to właśnie materialność „a więc to, co wydawałoby się cechą konstytutywną rzeczy, staję się coraz mniej oczywista, coraz bardziej problematyczna”. Przedmioty stają się coraz mniej materialne, a coraz bardziej znaczące. „Na naszych oczach dokonuje się postępujący ubytek zawartości materialnej przedmiotów”. Justyna Siemienowicz próbuje raczej zasygnalizować pewne tendencje którym współczesne rzeczy podlegają. Tendencje które kształtowane są głównie przez kapitalizm, przez trendy rynkowe. Im jednak skutki takowych trendów są bardziej widoczne, „tym coraz wyraźniejszy opór napotykają”. Tym właśnie różnym strategiom oporu przyglądamy się w dalszej części magazynu Znak. Co najważniejsze jednak, nie jest to numer, jakby się zdawać mogło, o rzeczach, ale o naszym stosunku do nich.

Jednym ze sposobów traktowania przedmiotów – a raczej dóbr materialnych – jest droga dobrowolnej prostoty, o której opowiadają Magdalena i Konrad Mielcarek – autor bloga „Droga do prostego życia” – www.wystarczy-mniej.blogspot.com. Prostoty świadomej, wybranej, nie wynikającej z nędzy – dlatego dobrowolnej. Ruch ten pojawił się w Stanach Zjednoczonych, skupiał ludzi którzy świadomie zrezygnowali z niepotrzebnej konsumpcji i starają się żyć w zgodzie z rzeczywistymi potrzebami – a nie potrzebami wykreowanymi przez rynek. Magda i Konrad postanowili żyć i wychowywać swoje dzieci właśnie w duchu dobrowolnej prostoty. To nie tylko szeroko pojęte zakwestionowanie konsumpcjonizmu, ale też szacunek do przedmiotów i ich świadomego posiadania. Prosty przykład – opisany przez Konrada na blogu – to wiertarka. „To jest droga rzecz, przydaje się może raz, dwa razy do roku, jeśli w ogóle, i w zasadzie wystarczyłaby jedna na cały blok, a ma ją w swoim mieszkaniu lub piwnicy każdy <<prawdziwy mężczyzna>>”. Świadoma prostota to taki złoty środek, coś pomiędzy modnym ostatnio minimalizmem – który przecież „może stać się fetyszystycznym odwróceniem konsumpcjonizmu” – a chęcią niczym nieskrępowanego nabywania i posiadania niepotrzebnych przedmiotów. To nie rewolucyjna zmiana stylu życia, tylko przewartościowanie w pojęcia posiadania. Zmiana, która nie tylko nam może wyjść na lepsze.

13

O zmianach – ale miejsca życia – pisze Łukasz Orbitowski. O stosunku pisarza wędrowca do rzeczy i o wspólnym oddziaływaniu miejsc i przedmiotów. Są rzeczy jednorazowe, użytkowe – mające swoją określoną funkcję, nie posiadające żadnego ładunku emocjonalnego. Jak bielizna, długopis, komputer. Są książki, dokumenty, notatnik. „Ten skromny bagaż wędrowca pozostaje nieważny. Liczą się te przedmioty, których wędrowiec nie potrzebuje”. Miejsca, w których Orbitowski żyje określa jako „obozowiska”. Każde obozowisko to inna siatka przedmiotów, na które nałożyć musimy swoje mapy, aby się sprawnie wśród nich poruszać. Każde wymaga innego zachowania i innego stosunku do rzeczy tam się znajdujących. „Niczego nie dotykałem, jakbym mieszkał wśród przedmiotów należących do zmarłych i obłożonych klątwą”. Opisuje mieszkanie przyjaciół, w którym przebywa podczas wizyt w Krakowie. Porównuje on swoje wędrowanie do zataczania kręgów po własnych śladach. „Przypominam kometę krążącą wokół Słońca. Moim warkoczem jest walizka”. Na tych orbitach jest wędrowiec – filozof, pisarz i jego rzeczy, które kiedyś staną się pamiątkami, i zostaną zamknięte w muzeum – jak stało się w przypadku Nietzschego, do którego Orbitowski się porównuje i z niestosownością uświadamia sobie, że po nim pozostanie więcej rzeczy i pamiątek niż po niemieckim filozofie. „Pisarze i filozofowie, zwłaszcza ci wędrujący, nie pozostawiają po sobie pamiątek”.

Więcej pamiątek pozostaje natomiast w piwnicach. Filip Springer nazwał je „czyśćcami przedmiotów”. Materiał, w którym o zawartości swoich piwnic opowiadają mieszkańcy Warszawy powstał przy okazji dokumentacji fotograficznej badania Marcina Trzcińskiego Piwnica warszawska – horror czy komedia? Co warszawiacy chowają w piwnicy i dlaczego?. „Piwnica to metafora tej części naszego umysłu, która jest zamknięta na klucz i zasłonięta dodatkowo jakimiś deskami, dyktą, czymkolwiek, co sprawia, że nie da się tam zajrzeć” – uważa Marcin Trzciński. „Pokuta nie prowadzi tu do zbawienia. Bardzo niechętnie wyrzucamy rzeczy z piwnicy, często zostają tam na zawsze” – dodaje Springer.  Na podstawie tego, co trzymamy w piwnicy można wiele o nas powiedzieć. Jednak metodologia badania rynku okazuje się tu zwodnicza. „Dzięki niej niewiele dowiedzieliśmy się o tym, czego pragniemy, ale o tym co chcemy ukryć”. Trzciński jako socjolog i badacz rynku „wetknął nos już prawie wszędzie”: do naszych portfeli, śmietników, pralek, szaf, nawet pod nasze kołdry. Poza piwnicą, która stanowi tajemniczy konglomerat rzeczy, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić, a nie chcemy ich wyrzucić. To taki właśnie czyścieć przedmiotów. Mieszkańcy Warszawy opowiadają o tym, co w piwnicy trzymają, ale też czym dla nich piwnica jest. To specyficzne miejsce, gdzie przedmioty przechodzą z poziomu indywidualnego, do poziomu spoczynku, jednak cały czas pozostając w jakimś emocjonalnym związku z jednostką. „Czasem w głowie pojawia się taki pomysł, żeby tam może zamieszkać, wśród tych wszytkach przedmiotów. Mam tu wszystko czego potrzeba. Tylko okna brak”. Piwnica to miejsce które zmienia przedmioty, a przynajmniej nasz do nich stosunek.

IMG_20140724_123150

W wywiadzie z Zuzanną Skalską, która zajmuje się doradzeniem w sprawach innowacji i designu polskim i holenderskim instytucjom rządowym, światowym korporacjom i średnim i małym firmom, środek ciężkość położony jest na technologię. Zwłaszcza na jej wpływ na nasze życie i na przedmioty nas otaczające. A jest on według współzałożycieli Wyższej Szkoły Designu – School of Form w Poznaniu, najważniejszy. „Elementem łączącym wszystkie sfery naszego życia jest dziś ponad wszystkim technologia. To ona będzie miała największy wpływ na przyszłość. Będziemy musieli się w większym lub mniejszym stopniu podporządkować zmianom zachodzącym w jej obrębie oraz przez nią narzucanym. Technologia już dziś jest wszechobecna”. Nie zmieni się drastycznie to co nas otacza, zmiany pojawią się w kulturze, systemie politycznym i gospodarczym i, co za tym, idzie rzeczy ewoluują na kilku poziomach. „Bardzo często mówi się o końcu produkcji masowej, a początku ery personalizacji”, co ma się przejawiać między innymi w powolnym zaprzestaniu produkcji rzeczy przeznaczonych stricte dla kobiet i mężczyzn. Szalejącą w Europie zwłaszcza w drugiej połowie XX wieku amerykanizację ma powoli zastąpić skandynawizacja. Niesie ona ze sobą bardzo podobne przesłanie jak droga świadomej prostoty – redefinicję naszych potrzeb  i uświadomienie sobie czego tak naprawdę  potrzebujemy: „zastanowimy się np., czy warto kupić duży samochód, jeśli nie jesteśmy w stanie postawić go pod domem. Dziś często się jeszcze o tym nie myśli. (…) Zaczniemy żyć ze świadomością że nie potrzebujemy wielu rzeczy. Zrozumiemy, że rzeczy nie mają już takiej wartości, jak miały kiedyś”. Musi to być jednak droga mądrej i konsekwentnej ewolucji, a nie jak bardzo często się dzieje – chociażby w Polsce – opierać się na rewolucji. Zmiany muszą się również toczyć na kilku płaszczyznach: finansowej, gospodarczej, kulturalnej a zwłaszcza estetycznej. <<Design definiuje dziś nie pytanie: „dla kogo?”, „jak?”, ale: „dlaczego?”. Ono jest dziś pytaniem podstawowym. Projektant przyszłości na nie właśnie będzie musiał odpowiadać.>> Skalska wysuwa tezę że społeczeństwo, które się obecnie kształtuje będzie bliższe naszym dziadkom, niż pokoleniu rodziców. Ten powrót miałby być reakcją na agresywną amerykanizację, która wlała się do naszego kraju na początku lat 90. Odpowiednie i solidne warunki rozwoju ważne są nie tylko w podejściu do gospodarki, ale przede wszystkim do tworzenia marki. Marki, która będzie wyznacznikiem indywidualności, zaprzeczeniem masowej produkcji, świadectwem „dobrej roboty”.

22

„Możliwe, że to wejściu w relację z przedmiotami homo sapiens zawdzięcza swoje wyjątkowe ewolucyjne koleje. Antropolog kultury Edward Hall nazwał przedmioty pozostające w relacji z człowiekiem ekstensjami – funkcjonują one bowiem jako przedłużenie ludzkich umiejętności” pisze Olga Drenda w artykule poświęconym procesowi związanemu z rozwojem technologii, o wizji przyszłości, w której „niezbędna będzie zmiana oprogramowania komputerów lub ich statusu – z obiektów czy narzędzi na myślące choćby w sposób wtórny, istoty”. To przedłużenie ludzkich umiejętności może stać się przedmiotem (bytem?), stworzonym jako narzędzie, a mogące stać się autonomiczną istotą. Ludzie stworzyli komputery i roboty na swój obraz i podobieństwo, a przynajmniej w taki sposób, aby był jak najbardziej funkcjonalne. Zawdzięczamy im swoje osiągnięcia cywilizacyjne, a jednocześnie bez nich pozostajemy bezradni. „Relacje z przedmiotami, jak wspomniałam na początku, wydają się obciążone pewnym kosztem – ryzykiem pogłębiającej się zależności od tego, co samemu się stworzyło”. Od lat rozwój technologii, ciągle zmienia świat człowieka. Powierzając coraz więcej obowiązków w ręce maszyn, stajemy się od nich coraz bardziej zależni. Automatyzacja produkcji stworzyła masową konsumpcję, ale i nasze umiejętności w zakresie wytwarzania przedmiotów i narzędzi. W bliskiej przyszłości – umiejętność ta – może pozostać domeną inteligentnych robotów. „Dzisiaj wielość zastosowań komputerów czyni je sprzymierzeńcami w transgresji człowieka na wielu poziomach, kto wie jednak, czy w bliskiej przyszłości to one same nie będą zdolne do działań o transgresyjnym charakterze”.

„Nazywaj rzeczy po imieniu” – nawołują autorzy najnowszego numeru Znaku. „Umiejętność kulturowo zakodowanego posługiwania się przedmiotami i adaptacja do rzeczywistości materialnej przez nie tworzone stanowi istotny element wrastania we wspólnotę i bycia uznanym za jej pełnoprawnego członka”. Wspólnota podobnie jak kod kulturowy ciągle się jednak zmienia. Tak jak zmiana się nasz stosunek do przedmiotów i rzeczy. Stosunek, który niekoniecznie oznacza, że więcej znaczy lepiej, że drożej znaczy ładniej, a tak jak wszyscy jest dobrze. Rzeczy na naszych oczach nabierają nowego znaczenia i nasz stosunek do nich nabiera nowego wymiaru. Bardziej praktycznego, z większym szacunkiem i dostrzeżeniem tego, o czym w morzu konsumpcji zapominamy. To my stwarzamy przedmioty i nam mają one służyć, a nie na odwrót.

 Maciej Schütterlý

Czytelnicy naszego bloga mogą nabyć aktualny numer miesięcznika po promocyjnej cenie 12,90 zł (cena bez promocji to 19,90 zł). W tym celu do koszyka zakupowego na stronie www.znak.com.plnależy wpisać kod promocyjny „dobrecechy” (na stronę promocji można wejść także tutaj). Wysyłka numeru gratis.

Zdjęcia dzięki uprzejmości redakcji miesięcznika Znak. Dziękujemy za współpracę!