Jadłodajnia u Stasi – Maciej Konieczny; ul. Mikołajska 16

U Stasi jadają wszyscy – studenci i ich wykładowcy, pracownicy i pracodawcy, rodzice przyprowadzają swoje dzieci, a równie często przychodzą ich dziadkowie. Od wielu lat można mówić o kolejnej grupie wśród klienteli, a mianowicie turystach, zwiedzonych tu przez rekomendacje kulinarne coraz częściej obecne w przewodnikach po Krakowie.

Maciej Konieczny

Wiele już o tym miejscu napisano: że obiady jak u mamy, że najlepsze pierogi w mieście, knedle z śliwkami biją na głowę konkurencję, a mleko jest naprawdę kwaśne, że ceny bardzo przystępne, że każdy może się przysiąść do stolika, że każdy jest tu swój, a właściciel ufa klientowi do tego stopnia, że płacąc przy wyjściu samemu należy się przyznać, co się zamówiło. Nad tym już nie będziemy się bardziej rozpisywać. Każdy może się o tym przekonać na własnej skórze i kubkach smakowych. O ile, rzecz jasna, trafi na odpowiedni dziedziniec przy ulicy Mikołajskiej. Choć i w to nie wątpimy.

Bardziej enigmatyczną kwestię stanowi tu historia lokalu. Na początku była kawiarnia, a konkretnie „Kawiarnia Łobody przy Mikołajskiej 8”. Pan Wojciech Łoboda, wuj dzisiejszego właściciela, prawdopodobnie praktykował sztukę kulinarną w Paryżu i po powrocie otworzył swój lokal w rodzinnym mieście. Było to około roku 1925. Trudno dziś powiedzieć, kiedy dokładnie przemianowano to miejsce na jadłodajnię, jednak nie mogło minąć więcej niż trzy, cztery lata. Mniej więcej wtedy „osławiona” Pani Stasia, wówczas nastoletnia dziewczyna, rozpoczęła praktyki w jadłodajni szwagra. Już jako właścicielka uczyniła to miejsce kultowym. Przyczyniły się do tego przede wszystkim jej własnoręcznie lepione pierogi, słynne w całym mieście, a z czasem również poza nim. W roku 1970 kamienica przy Mikołajskiej 8 miała zostać poddana generalnemu remontowi. Jadłodajnię przeniesiono więc dwie kamienice dalej, na dyskretny dziedziniec pod dwunastką, gdzie możemy gościć do dziś.

Kompot, zsiadłe mleko

Po śmierci Pani Stanisławy w 1988 roku firmę przejął syn, Maciej Konieczny, który już długo wcześniej był jej współwłaścicielem. To właśnie wtedy postanowiono oddać hołd Pani Stasi i umieścić na ścianach zewnętrznych szyldy ze zwyczajową nazwą, która przyjęła się wśród klientów: „Jadłodajnia u Stasi”. I choć nadal nie jest to w pełni oficjalna nazwa, ludzie jadali i jeść będą właśnie u Stasi.

Lokal otwiera swoje włości o godzinie 12:00, a zamykają ok. 17.00 zależnie od sprzedaży. Jeszcze przed 12.00 zdarza się Panu Maciejowi odbierać telefony od klientów o menu na bieżący dzień, a już najczęściej pada pytanie o gołąbki, które pojawiają się nieregularnie. O kwaśne mleko nie muszą pytać – w piwnicznym chłodzie czekają wielkie, metalowe bańki pełne przysmaku, dostarczanego wprost z podkrakowskiej Wiśniowej. Najbardziej rozsmakowują się w nim Niemcy, którzy zresztą trafiają tu poprzez rekomendację w przewodnikach turystycznych. O Jadłodajni u Stasi wspominają nie tylko przewodniki, ale też osoby oprowadzające po Krakowie, które co rusz przyprowadzają tu grupy turystyczne z najodleglejszych zakątków świata. To miejsce upodobali sobie również pracownicy okolicznych instytucji kultury i konsulatów, a także dziennikarze prasy lokalnej, a nawet ogólnopolskiej (chociażby Playboya).

Jadłodajnia u Stasi stanowi dziś świetną alternatywę dla restauracji, któyrch obecnie coraz więcej, ale które serwują nowoczesną, dość ujednoliconą kuchnię. Dlatego oprócz stałych klientów trafiają tu często osoby, które mając do wyboru cały ogrom innych opcji, wybierają właśnie to, co tradycyjne i znane, ale w najlepszym wydaniu. Jak u mamy.

Strona internetowa Jadłodajni u Stasi

Jadwiga Zając

(opracowano na podstawie rozmowy z Panem Maciejem Koniecznym oraz książki „Księga zapachów”Andrzeja Kozioła)

Zdjęcia: Monika Chrabąszcz



3 komentarze

  1. O to rzeczywiście milutkie i warte oglądnięcia miejsce!

    PS. Piękne dziecię!

  2. Bardzo lubię tam od czasu do czasu zajrzeć i zjeść coś dobrego:) Miłe miejsce i posiłki takie domowe:)

  3. Marcin wrote:

    Jako Krakowianin jadłodajnię ” U Stasi” znam od wielu lat.Obiady zawsze bardzo mi tam smakowały, były takie jak w domu – świeże,zdrowe i niedrogie.
    Obecnie jest to praktycznie jedno z nielicznych miejsc w centrum miasta, gdzie można zjeść domowy obiad nawet za 10 zł. Jadłodajnia ma wyjątkową atmosferę, jest mała, przytulna,obsługa jest również znakomita – uprzejma i sprawna.
    „Jadłodajnia u Stasi” to legendarne i prawdziwe miejsce, warto tu bywać!